|
Choroby i zjawiska powodowane
tajemniczym działaniem czegoś, co nie da się wykryć, były
zauważone i opisane kilka tysięcy lat temu, ale wtedy to
tajemnicze działanie przypisywano demonom. Bardzo
stary rękopis Tory zawiera Księgę Tobiasza, a
w niej jest opis wydarzeń, które dokonały się około 300 lat
przed naszą erą. Raguel dawał swoją córkę Sarę za żonę siedmiu
kolejnym mężom. Każdy mąż umarł
w noc poślubną. Według
Tobiasza śmierć siedmiu mężów
spowodował demon ASMODEUSZ,
który był złym duchem, zaś całą winą za te czyny obarczono
Sarę, która z powodu niesłusznych oskarżeń chciała się
powiesić. Ósmy
mąż, Tobiasz,
ożenił się z Sarą i w noc poślubną modlili się o odpędzenie
demona, natomiast anioł Rafał związał tego demona. Tobiasz i
Sara żyli długo i szczęśliwie. Księga Tobiasza na przestrzeni
wieków została wzbogacona o wspaniałe obrazy artystów.
 Młody
Tobiasz żegna się z rodzicami i w towarzystwie anioła Rafała
udaje się w podróż do domu Raguela. Obraz
Williama-Adolphe Bouguereau (1825-1905)
 Obraz
zawarcia małżeństwa Sary i Tobiasza namalowany w roku 1673
przez Jana Steena
 Na
podstawie "Księgi Tobiasza" Jan Steen (1625-1679)
namalował obraz Sary i jej ósmego męża jak w noc poślubną
modlą się o odpędzenie demona Asmodeusza, podczas gdy Anioł
Rafał związuje tego demona.
W
internecie jest bardzo dużo informacji o demonie Asmodeuszu,
który w przekazach ludowych i talmudycznych jest opisany jako
znawca ludzkiego przeznaczenia. Napotkawszy orszak weselny
Asmodeusz zaczyna niespodziewanie płakać. Zapytany o
przyczynę, odpowiada, że weselący się pan młody z napotkanego
orszaku ma przed sobą zaledwie parę dni życia. Według tradycji
okultystycznej Asmodeusz napełnia mężczyzn żądzą, prowadzącą
do wiarołomstwa. Krążą legendy, że Asmodeusz był pradawnym
wężem, który skusił Ewę. W demonologii Asmodeusz rozsiewa
niezgodę między mężczyzną a kobietą.
Jak
powstają choroby haptenowe
--- autoimmuno(logiczne)
Wyraz
hapten
wprowadził do medycyny Karol Landsteiner w roku 1917. Wyraz
hapten pochodzi
od greckiego wyrazu oznaczającego przymocować,
przyczepiać. Hapteny
to antygeny niepełnowartościowe, proste
związki chemiczne, które po wprowadzeniu do krwiobiegu mogą
się przyczepiać do białek i lipidów. Hapteny same nie
pobudzają organizmu do produkcji przeciwciał, ale obce
hapteny we krwi, jeśli połączą się z białkami, to stają się
pełnowartościowymi antygenami i pobudzają organizm do
produkcji przeciwciał.
Współcześnie około 20% ludzi cierpi z powodu
chorób autoimmuno(logicznych), których jest ponad
150, a najbardziej znane to: stwardnienie rozsiane,
alergia, anemia, epilepsja, jaskra, migrena, reumatoidalne
zapalenie stawów, lupus, choroby serca... Dużo informacji
o chorobach autoimmuno jest na stronie American
Autoimmune Related Diseases Association. W chorobach
autoimmuno(logicznych)
naukowcy wykrywają autoprzeciwciała,
które przylepiają się do własnych błon
komórkowych i biorą udział w niszczeniu własnego organizmu.
Autoprzeciwciała potrafią
wykrywać hematolodzy, którzy wiedzą jak się tworzą
autoprzeciwciała. Denise
Harmening [red.] w podręczniku dla studentów hematologii:
Modern Blood Banking and Transfusion
Practicies, 2-nd edition 1989, by F. A. Davis Company,
na stronie
345 zamieszcza
opis, jak hapteny
(leki)
zlepiają się z błonami erytrocytów i z
przeciwciałami --- adres:
http://www.haptens.republika.pl/images/Harmening1989.JPG
Tak
się tworzą autoprzeciwciała.
Lekarze wiedzą, że większość
leków to hapteny, które mogą powodować autoimmuno(logiczne)
choroby. Jeśli u pacjenta biorącego leki-hapteny pojawią się
autoprzeciwciała, które powodują szkodliwe działania, to
producenci leków i lekarze zalecają przerwać podawanie tych
szkodliwych leków-haptenów i podawać pacjentowi inne
leki-hapteny.
Jednakże lekarze wykrywają
choroby autoimmuno(logiczne) u pacjentów, którzy nie biorą
żadnych leków. W takich przypadkach lekarze mówią, że nie
wiadomo jak u tych pacjentów tworzą się autoprzeciwciała.
Pojawili się głosiciele teorii autoimmuno(logicznej), że
autoprzeciwciała
są wytwarzane z powodu awarii (błędu, usterki,
defektu) układu immunologicznego. Teoria
autoimmuno(logiczna) jest mocno propagowana w środkach
masowego przekazu i wykorzystana przez spryciarzy, którzy
produkują i sprzedają bardzo drogie leki immunomodulujące,
które według czynionej przez nich wielkiej reklamy rzekomo
spowalniają postępy choroby.
W rzeczywistości producenci i
lekarze stosujący leki immunomodulujące sami przyznają, że
leki immunomodulujące nie leczą, nie zatrzymują postępów
choroby, mają szkodliwe działanie (rzekomo uboczne), psują
układ odpornościowy, czynią organizm podatny na wiele groźnych
chorób i zgonów. O szkodliwości leków immunomodulujących
informują producenci tych leków, lekarze oraz pacjenci, którym
leki immunomodulujące zrujnowały zdrowie. Reklama leków jest
potężna, natomiast o szkodliwości tych leków pisze się w
instrukcji użycia leków malutkimi, trudnymi do odczytania
literkami. Wielka reklama leków immunomodulujących zagłusza
informacje o szkodliwości tych rzekomych leków. Dzięki
rozwojowi internetu coraz więcej ludzi dowiaduje się o
lekarzach, którzy zapomnieli o składanej przez nich przysiędze
Hipokratesa i robią kokosowe interesy podając chorym ludziom
szkodliwe dla zdrowia leki immunomodulujące.
Teoria o awarii (błędzie,
usterce, defekcie) układu immunologicznego jest nielogiczna i
należy ją włożyć między bajki. Producentami oraz dilerami
leków immunomodulujących powinna zainteresować się
Prokuratura, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralne
Biuro Antykorupcyjne, Ministerstwo Zdrowia i Parlament.
W
tym tekście przedstawiam teorię
o środowiskowych haptenach, które są w płynach ustrojowych i w
zapachu
ludzi, zwierząt, roślin, grzybów pleśniowych, mikrobów i
przedmiotów nasiąkniętych haptenami. Środowiskowe hapteny mogą
wnikać do krwi przez płuca, łączyć się z odpornościowymi
przeciwciałami. W ten sposób tworzą się autoprzeciwciała,
które mogą powodować wszystkie (ponad 150) choroby
autoimmuno(nielogiczne). Do
chwili obecnej zgromadzono ogromną ilość publikacji naukowych
o haptenach innych niż leki. Wiedza ta jest także w
internecie.
Autoprzeciwciała
powstają w dwóch etapach:
Etap
pierwszy. IMMUNIZACJA ---
wytworzenie przeciwciał odpornościowych (obronnych).
Znanym jest, że przeciwciała są produkowane przez kręgowce,
do których należy człowiek. Jeśli po raz pierwszy do zdrowego
organizmu przez ranę przedostaną się czynniki z obcym
antygenem (wirusy, bakterie, szczepionki,
jady, obce krwinki albo komórki -- np.: podczas choroby
infekcyjnej, po szczepieniu ochronnym, po przetoczeniu
obcej krwi, po przeszczepieniu obcej tkanki, po ukąszeniach
jadowitych żmij, użądleniach owadów, ukąszeniach przez
kleszcze albo zranieniach przez drapieżniki, podczas
skomplikowanego porodu albo poronienia krew płodu przez
ranę przedostaje się do krwi matki...) wówczas powstaje tzw.
pierwotna odpowiedź immunologiczna --- układ
odpornościowy organizmu rozpoznaje obce antygeny (grupy
atomów o specyficznych kształtach), które są na powierzchni
tych obcych czynników i po 14 do 20 dniach wytwarza
odpornościowe przeciwciała, które przylepiają się do obcych
antygenów (rycina A), a następnie czynniki z obcymi
antygenami są niszczone w miejscach, do których przylepiły
się przeciwciała. Po pewnym czasie produkcja tych
odpornościowych przeciwciał wygasa, ale organizm do końca
życia zapamiętuje obce antygeny, które spowodowały
immunizację.
Jeśli obcymi antygenami były chorobotwórcze mikroby, to
mówimy, że po wytworzeniu przeciwciał odpornościowych
organizm stał się odporny na chorobę powodowaną tymi
mikrobami, bowiem jeśli drugi raz w organizmie pojawią się
czynniki z takimi samymi antygenami, to powstaje tzw. wtórna
odpowiedź immunologiczna --- po kilku godzinach
zostają wytworzone
bardzo duże ilości odpornościowych przeciwciał, które biorą
udział w niszczeniu czynników z tymi obcymi antygenami.

Ryc. A. 1 -- czynnik z obcymi
antygenami (haptenami) na swojej powierzchni; 2 --
odpornościowe przeciwciała; 3 -- przeciwciała przylepione do
antygenów (haptenów) na obcym czynniku. W miejscach kontaktu
przeciwciała z obcym antygenem następuje niszczenie czynnika
z obcymi antygenami, ale tego nie przedstawiono na tej
rycinie.
Etap
drugi. Przekształcanie
odpornościowych (obronnych) przeciwciał w autoprzeciwciała.
Po immunizacji,
gdy są już wytworzone odpornościowe przeciwciała, to
wtedy ze środowiska do organizmu mogą przedostać się obce
hapteny, które mogą się przylepić zarówno do tkanek
jak i do przeciwciał, a następnie w miejscu zlepienia
przeciwciała z tkanką powstaje stan zapalny i tkanka jest
niszczona (rycina B).

Ryc. B. 2 -- odpornościowe
przeciwciała; 4 -- obce hapteny; 5 -- obcy hapten
przylepiony do tkanki; 6 -- obce hapteny przylepiają
się do odpornościowych przeciwciał i przekształcają je w
autoprzeciwciała; 7 -- autoprzeciwciało
przylepione do własnej tkanki. W miejscach kontaktu
autoprzeciwciała z własną tkanką następuje niszczenie własnej
tkanki, czego nie przedstawiono na tej rycinie.
Po immunizacji
wytworzone przeciwciała odpornościowe mają dwojakie działanie:
(1) działanie dobroczynne
- bo przeciwciała bronią przed chorobotwórczymi mikrobami; (2)
działanie chorobotwórcze - bo te same odpornościowe
przeciwciała zlepiają się z odpowiednikami swoich haptenów,
które mogą napływać drogą wziewną ze środowiska, i w ten
sposób odpornościowe przeciwciało staje się
autoprzeciwciałem niszczącym własny organizm.
Krótko o haptenach
W
roku 1901 Karol Landsteiner odkrył grupy krwi A, B, 0, AB.
W zależności od grupy krwi, na powierzchni erytrocytów
znajdują się gromadki atomów nazywane antygenami grup krwi A
lub B lub 0. Za odkrycie grup krwi Karol Landsteiner otrzymał
nagrodę Nobla w roku 1930.
W roku 1917 Karol Landsteiner odkrył hapteny:
http://portalwiedzy.onet.pl/55211,,,,hapteny,haslo.html
W
roku 1932 F. Schiff
i H. Sasaki odkryli, że
erytrocyty są stosunkowo ubogie w antygeny grup krwi A,
B, 0 i że u większości ludzi (78%) płyny ustrojowe
(ślina, nasienie, pot, mocz, mleko, osocze...) zawierają
znacznie większe ilości rozpuszczalnych w wodzie antygenów
grupowych krwi A, B, 0. Osoby, które mają antygeny A lub B lub
0 w swoich płynach ustrojowych nazwano „wydzielaczami”--
ang. nazwa "secretors"
(Se). Pozostałe 22% ludzi nazwano
„niewydzielaczami” -- ang.
nazwa "nonsecretors" (sese) bowiem u
"niewydzielaczy" antygeny grup krwi A lub B lub 0
występują tylko na krwinkach. Odkrycie antygenów w
wydzielinach znalazło zastosowanie w kryminologii do ustalania
grup krwi na podstawie badań przepoconej odzieży albo plam
śliny, moczu, spermy znalezione na miejscu przestępstwa.
Gdy Karol Landsteiner dowiedział się, że
antygeny grupowe krwi są w wydzielinach, przystąpił do badania
tych antygenów i napisał, że te substancje są haptenami.
Landsteiner badał hapteny do ostatnich chwil swego życia ---
zmarł z pipetą w ręku w roku 1943. W następnych latach
inni badacze odkryli w płynach ustrojowych następujące
hapteny: Lea ---
1946, Leb ---
1948, I --- 1956,
Sda ---
1968. Sposoby wykrywania tych haptenów są od
dawna opisane w literaturze naukowej i opatentowane. Dla
przykładu podaję link do pierwszej strony opisu wykrywania w
ślinie haptenów Lea i
Leb:
http://www.haptens.republika.pl/images/steplewski.JPG
Autorami tej publikacji są: Z. Steplewski, M. Herlyn, M.
Błaszczyk, H. Koprowski.
Hapteny w pocie, moczu i mleku są to proste
związki chemiczne --- wolne oligosacharydy, które
po przedostaniu się do obcego organizmu mogą się zlepiać z
odpowiednikami swoich przeciwciał, a ponadto hapteny zarówno
we własnym jak i w obcym organizmie mogą się łączyć z
proteinami i lipidami. W ślinie i nasieniu hapteny łączą
się z proteinami, tworząc glikoproteiny, natomiast w
osoczu hapteny łączą się z lipidami, tworząc glikolipidy.
Jeśli obce hapteny przedostaną się do organizmu, to mogą
napotkać odpowiedniki swoich przeciwciał i zlepić się z tymi
przeciwciałami. Hapten A jeśli napotka przeciwciało anty-A, to
zlepi się z tym przeciwciałem. Hapten B jeśli napotka
przeciwciało anty-B, to zlepi się z tym przeciwciałem itp.
Przeciwciało z przylepionym obcym haptenem może się łączyć z
rozmaitymi białkami i lipidami, które są na powierzchni
rozmaitych tkanek i błon komórkowych. W ten sposób obronne
przeciwciało po złączeniu z obcym haptenem staje się
autoprzeciwciałem, które niszczy własny organizm.
Jedna z przemian chemicznych powodowanych
wnikaniem obcych haptenów do
krwi jest opisana w literaturze naukowej i nazywa się
hemaglutynacja
bierna = ang. passive haemagglutination = zlepianie
erytrocytów. Jeśli
człowiek oddycha obcymi haptenami, na które jest uczulony, to
obce hapteny przedostają się do krwi przez ścianki naczyń
włosowatych w płucach i przylepiają się do błon komórkowych
erytrocytów. Po wypłynięciu krwi z naczyń włosowatych w
płucach, opłaszczone obcymi haptenami erytrocyty są zlepiane
przez własne przeciwciała. Zlepione erytrocyty są tłoczone
tętnicami do mózgu i tam zlepione erytrocyty zatykają naczynia
włosowate. Im więcej obcych haptenów pojawi się we krwi, tym
więcej zlepionych erytrocytów się tworzy.
Naczynia włosowate są to rurki o średnicy
około 5 mikrometrów, natomiast erytrocyty są to płaskie krążki
o średnicy 7,5 mikrometra i grubości 2,5 mikrometra.
Pojedyncze erytrocyty płynąc przez naczynia włosowate ocierają
o ścianki naczyń włosowatych.
Przez ścianki naczyń włosowatych odbywa się
wymiana substancji. Z krwi do komórek przenika tlen i
substancje odżywcze, natomiast z komórek do krwi przenikają
substancje wydalane z komórek.
Dwa zlepione ze sobą erytrocyty są w stanie
przepłynąć przez naczynie włosowate, ale trzy zlepione ze
sobą erytrocyty zatkają przepływ krwi w naczyniu włosowatym.
W
literaturze naukowej jest opisane, że zlepione ze sobą
erytrocyty po pewnym czasie pękają pod działaniem białek
dopełniacza C1-C9 = ang. complement. Jeśli zlepione erytrocyty
pękną, to otworzą przepływ krwi w uprzednio zatkanych
naczyniach włosowatych.
Jeśli zostanie
zatkana duża ilość naczyń włosowatych w mózgu, to pojawia się
niedokrwienie komórek mózgowych. Prowadzi to do degradacji
tych komórek, natomiast objawy mogą być takie same jak podczas
transfuzji obcej, źle dobranej krwi. Są to następujące objawy:
ból głowy, mdłości, halucynacje, utrata zdolności widzenia,
uczucie ściskania w gardle, drętwienie rąk i nóg, omdlenie...
Jeśli zemdlonej
osobie nie poda się świeżego powietrza do oddychania (np.
przez otwarcie okien w mieszkaniu) albo jeśli ten wydalacz
haptenów wykona sztuczne oddychanie metodą "usta-usta",
to może nastąpić śmierć biorcy haptenów.
Serce
zasysa krew z mózgu przez żyły. W żyłach pojawia się
podciśnienie ssące. Jeśli naczynia włosowate w mózgu są często
zatykane, to żyły mogą ulec trwałemu zwężeniu.
Najpierw
są zatykane naczynia włosowate w mózgu, a następnie ulegają
zwężeniu żyły odprowadzające krew z mózgu.
Zaburzenia
psychiczne doznawane w bliskości niektórych osób --
najczęściej w rodzinie -- mogą doprowadzać do niepowodzeń w
życiu rodzinnym, antypatii, eskalacji nieporozumień, histerii,
rozstroju nerwowego, schizofrenii, rozwodów, agresywnych
zachowań w rodzinie, a nawet zabójstw, bowiem przyczyną 70%
zabójstw są niepowodzenia w życiu rodzinnym.
Każdy organizm w swoich płynach ustrojowych
ma inny zestaw (bukiet) swoich haptenów. Badania mieszkańców
Europy wykazały, że: 38% ma hapteny A w wodzie organizmów; 20%
ma hapteny B; 78% ma hapteny H; 94% ma hapteny Lea;
72% ma hapteny Leb. Woda zawierająca hapteny jest
wydalana z organizmu do środowiska, głównie przez gruczoły
potowe i przez płuca podczas wydechu. W ten sposób wokół
organizmu tworzy się chmura haptenów, które mogą
przedostać się do krwi innych osób podczas oddychania (ryc.
1).
|
|
Dla przykładu, osobnicy, którzy mają we krwi
przeciwciała, np. anty-Lea i wdychają obce hapteny
Lea, mogą z tego powodu chorować i odczuwać takie
same objawy jak przy transfuzji krwi źle dobranej.
Znanym jest, że zatrucia ciążowe są
powodowane przez hapteny, które wydala płód. Matka i płód
to dwa organizmy różniące się budową chemiczną, bowiem dziecko
dziedziczy część swoich cech po ojcu, a część po matce.
Podczas ciąży hapteny płodu przenikają przez łożysko do krwi
matki. Jeśli we krwi matki są przeciwciała zdolne do zlepiania
się z haptenami płodu, to następuje zatrucie ciążowe. Im
większe rozmiary płodu, tym więcej haptenów płodu przenika
przez łożysko do krwi matki i tym silniejsze objawy zatrucia
ciążowego u matki. Zatruciu ciążowemu ulega 8% ciężarnych
kobiet. Udana ciąża wymaga immunogenetycznego doboru matki
i ojca przed poczęciem. Po zbadaniu haptenów i przeciwciał
u kandydatów na rodziców można przewidywać prawdopodobieństwo
wystąpienia zatruć ciążowych i konfliktów serologicznych
między matką a płodem.
Wiedza o rozpuszczalnych w wodzie antygenach
(haptenach): A, B, H, I, Sda, Lea,
Leb miała przez kilka dziesięcioleci
zastosowanie w medycynie sądowej i kryminologii. Badając w
laboratorium te hapteny można ustalić, do kogo może należeć
przepocona odzież albo plama moczu albo ślina znaleziona na
miejscu przestępstwa. Pozostali naukowcy nie zwracali
należytej uwagi na możliwość toksycznego działania ludzi na
siebie za pomocą tych antygenów (haptenów).
Budowa chemiczna i właściwości haptenów są
dobrze opisane w literaturze naukowej. Pojedynczy hapten
jest zbudowany z około 100 (sto) atomów. W porównaniu z
haptenem, odpornościowe przeciwciało jest znacznie większe ---
zbudowane z około 20.000 (dwadzieścia tysięcy) atomów. Hapteny
i przeciwciała są tak małe, że nie można ich zobaczyć w
zwykłym mikroskopie optycznym. Jednakże podczas badań krwi w
probówce są widoczne (gołym okiem albo przez lupę) zmiany
chemiczne, jakie obce hapteny powodują we krwi.
Jedną z chorób zaliczanych do autoimmuno jest
stwardnienie rozsiane (SM). Jest to choroba degeneracyjna,
wieloobjawowa. Zostaje zaburzony przepływ krwi przez naczynia
krwionośne, pojawia się niedokrwienie mózgu i innych tkanek,
niszczone jest wnętrze organizmu: centralny układ nerwowy,
osłonki włókien nerwowych, naczynia krwionośne i wiele innych
miejsc organizmu.
Zbadałem ponad 80 osób chorych na SM i
zebrałem wiele dowodów, że SM jest powodowane przez dwa
czynniki: (1)
czynnik genetyczny i (2) czynnik środowiskowy.
Czynnik genetyczny (1) to przeciwciała odpornościowe, np.
anty-Lea,
natomiast czynnik środowiskowy (2) to w tym przypadku
hapteny Lea, które najczęściej pochodzą
z zapachu obcego organizmu. Gdy obce hapteny Lea
przedostaną się do krwi, to są rozprowadzane po całym
organizmie, przenikają przez ścianki naczyń włosowatych,
wnikają do centralnego układu nerwowego, a po drodze zlepiają
się z przeciwciałami anty-Lea. W ten
sposób odpornościowe przeciwciała zostają przekształcone w
autoprzeciwciała, które biorą udział w niszczeniu własnego
organizmu. Jeśli ktoś ma bardzo dużo odpornościowych
(obronnych) przeciwciał np. anty-Lea, i jeśli do
jego krwi wtargnie bardzo dużo haptenów Lea, to
objawy chorobowe mogą być bardzo silne. Mając dużo
odpornościowych przeciwciał można być zdrowym do późnej
starości, pod warunkiem, że będzie się oddychać czystym
powietrzem, nie zawierającym haptenów, na które dana osoba
jest silnie uczulona.
Jeśli organizm nie wytwarza własnych
haptenów, np. Lea i równocześnie ten
organizm nigdy wcześniej nie wytworzył przeciwciał anty-Lea,
to długotrwałe wdychanie
tych obcych haptenów Lea doprowadza
do efektu porównywalnego z wędzeniem. Obce hapteny niesione
krwią wnikają do wszelkich zakamarków organizmu, przenikają
barierę krew-mózg, przylepiają się do rozmaitych białek i
lipidów. Niektóre z tych białek mogą być doprowadzone z krwią
do układu odpornościowego i po pewnym czasie zostanie
uruchomiona produkcja odpornościowych przeciwciał anty-Lea,
które niesione z krwią niszczą rozmaite komórki i tkanki do
których przylepiły się obce hapteny Lea.
Tak mogą powstawać wszystkie choroby autoimmuno.
Ludzie mają rozmaite ilości rozmaitych
przeciwciał. Na początku tego tekstu podałem, że po
pierwszej immunizacji
pojawia się mała ilość przeciwciał odpornościowych, natomiast
gwałtowny przyrost ilości przeciwciał następuje po drugiej
immunizacji,
czyli po wtórnej odpowiedzi immunologicznej. Jeśli
wtedy we krwi pojawią się obce hapteny, to powstają silne
objawy chorobowe. Wyniki moich badań wskazują, że wszystkie
przypadki SM mogą być powodowane obcymi haptenami,
które wnikają do krwi najczęściej drogą wziewną. W każdym
przypadku źródło obcych haptenów jest inne i można je wykryć w
laboratoryjnych badaniach. Około 80%
przypadków SM może być powodowane toksycznym działaniem ludzi
na siebie za pomocą haptenów, pozostałe około
20% może być powodowane haptenami wydalanymi do powietrza
przez zwierzęta, rośliny, grzyby pleśniowe i nasiąknięte
haptenami przedmioty, które są w środowisku chorej osoby, np.
w mieszkaniu, samochodzie, kurniku, stajni, oborze,
gołębniku... Przedmioty: pierzyny, poduszki, materace,
pokrycia tapicerskie mebli, odzież mogą być silnie nasiąknięte
haptenami użytkowników i dlatego śpiąc w obcym łóżku można się
nawdychać haptenów z obcej poduszki, kołdry... W rejonach
wiejskich stwardnienie rozsiane występuje
częściej niż w rejonach miejskich, bo na wsi ludzie często
przebywają w źle wietrzonych pomieszczeniach dla zwierząt.
Chorobotwórcze
dla niektórych osób hapteny mogą być w zapachu grzybów
pleśniowych, które są w mieszkaniu na ścianie albo pod
podłogą. W takim przypadku należy zerwać zagrzybione tynki i
podłogi, zabezpieczyć dom przed pleśnieniem, założyć nowe
tynki i podłogi. Wymienione zalecenia są zgodne ze znanymi od
kilku tysięcy lat zaleceniami opisanymi w Biblii. Budynek
mieszkalny miał być wolny od wszelkich grzybów. Ewentualna
niemożność usunięcia zagrzybienia decydowała o zburzeniu domu.
Zagrzybione kamienie domu, drewno i tynk należało usunąć poza
miasto. Jeśli ktoś spał w domu zagrzybionym i zachorował, to
tego człowieka traktowano, do wieczora następnego dnia, jako
"nieczystego", czyli chorego i unikano go... (Biblia
Tysiąclecia pod red. kard. Wyszyńskiego, Księga
Kapłańska 14, 34-47.)
Jeśli
choroba jest powodowana przez hapteny wydalane przez grzyby
chorobotwórcze, które rozwijają się na skórze, włosach,
paznokciach --- należy zwalczać grzybicę. Znając
przyczynę choroby można zapobiegać zachorowaniu, można
przerwać postępy choroby i można leczyć choroby przyczynowo. W
tym celu należy
unikać
niepotrzebnej immunizacji, dobrze
wietrzyć pomieszczenia dla ludzi i zwierząt, dobierać
osoby do długotrwałego przebywania w źle
wietrzonych sypialniach, celach więziennych, statkach
kosmicznych... oraz świadomie unikać długotrwałego
wdychania takich haptenów, na które dana osoba jest silnie
uczulona. Lekarstwa nie są potrzebne.
Problemy etyczne, moralne i prawne pojawiają
się w małżeństwach, gdy po wykonaniu badań haptenów i
przeciwciał małżonkowie ode mnie dowiadują się, że np.
kochający i opiekuńczy mąż jest nieumyślnym sprawcą choroby
swojej wiernej żony. W rozwiązaniu takich problemów mogą pomóc
filozofowie, prawnicy, obrońcy węzła małżeńskiego, psycholodzy
i psychiatrzy, bo nie można pozostawać obojętnym, gdy jeden
człowiek swoimi haptenami doprowadza bliźniego do ciężkiej
choroby albo śmierci. Takie przypadki są bardzo częste.
Znacznie prostsze do profilaktyki oraz leczenia są przypadki,
gdy ktoś z rodziny, np. ojciec albo matka działa toksycznie na
swoje dziecko. Wtedy wystarczy powiedzieć rodzinie o zjawisku
toksycznego działania haptenów. ,,Toksyczny" dla danego
dziecka rodzic NIE powinien spać z tym dzieckiem. Toksyczny
rodzic powinien dobrze wietrzyć mieszkanie i często przebywać
z tym dzieckiem na świeżym powietrzu, gdzie hapteny
ulegają silnemu rozproszeniu.
PRZYKŁAD
PROFILAKTYKI EPILEPSJI
W
roku 1985 chciałem prowadzić publiczne prelekcje o toksycznym
działaniu ludzi za pomocą haptenów. W owym czasie w Polsce
były niepokoje społeczne i na publiczne prelekcje potrzebna
była zgoda cenzury i ówczesnych władz. Poszedłem do
przedstawiciela tych władz pana XZ, który po wysłuchaniu mnie
zapytał: "Czy teoria haptenowa wyjaśnia przyczynę
epilepsji?"
Odpowiedziałem,
że nigdy nie badałem epileptyka, ale mogę spróbować zbadać
przypadek epilepsji. Wtedy pan XZ zaprosił mnie do swojego
mieszkania, gdzie mieszkał z żoną i dwoma synami. Jeden syn
(zdrowy) miał 8 lat, a drugi (chory) miał 5 lat. U tego
pięcioletniego syna w pierwszym roku życia rozpoznano
epilepsję i był leczony zagranicznymi lekami, które nic nie
pomagały.
Zapytałem
o grupy krwi wszystkich osób z tej rodziny. Żona pana XZ
wyciągnęła z szuflady dokumenty z grupami krwi. Na podstawie
tych dokumentów ustaliłem, że ojciec ma grupę krwi A1;
matka ma grupę krwi A1;
starszy syn (zdrowy) ma grupę krwi A1;
natomiast młodszy syn (chory) ma grupę krwi 0.
Z
zasad dziedziczenia grup krwi wynika, że rodzice z grupami
krwi A1 mogą
mieć dziecko z grupą krwi 0. Wiadomo, że w tym przypadku dla
dziecka z grupą krwi 0 nie wolno przetoczyć krwi ani od ojca
ani od matki ani od brata. Ponadto wiadomo, że 78% ludzi to
"wydzielacze" substancji grupowych krwi. Jeśli
ojciec albo matka albo brat jest "wydzielaczem" to w
pocie i w zapachu ma substancje grupowe krwi A1.
Zapach tych osób jest
toksyczny dla osoby z grupą krwi 0.
Powiedziałem panu
XZ i jego żonie, że ich zapach może być przyczyną epilepsji
ich dziecka z grupą krwi 0. Jeśli tak jest rzeczywiście, to
dziecko jest niepotrzebnie leczone i należy zaprzestać
podawania mu leków.
Ta
rodzina mieszkała w dwóch pokojach z kuchnią i łazienką.
Zaproponowałem, żeby dziecko z grupą krwi 0 zakwaterować w
mniejszym pokoju, natomiast dziecko z grupą krwi A1
zakwaterować w pokoju rodziców. Całe mieszkanie należy bez
przerwy dobrze wietrzyć przez otwarcie okien, a w dni
bezwietrzne należy włączyć w mieszkaniu wentylator, żeby
zapewnić dopływ świeżego powietrza. Ten
chory syn powinien jak najczęściej przebywać na dworze.
Moje
zalecenia były przyjęte przez matkę z ogromnym zdziwieniem, bo
żaden lekarz nie dawał takich zaleceń, natomiast pan XZ
powiedział, że to może być prawda, bo jego syn zawsze doznaje
ataku epilepsji gdy on bierze tego syna na kolana, żeby z nim
pogadać.
Po upływie kilku tygodni pan XZ powiedział mi,
że on jest działaczem Towarzystwa Wiedzy Powszechnej (TWP) w
Szczecinie i dał mi plik delegacji na prowadzenie prelekcji w
klubach prasy i książki. Ja przystąpiłem do wykonywania tych
prelekcji i otrzymywałem za to wynagrodzenie od TWP. Jednakże
w owym czasie brakowało benzyny, którą sprzedawano na kartki.
Ja otrzymywałem kartki na zakup 20 litrów benzyny na miesiąc.
Gdy jeżdżąc na prelekcje zużyłem swoją prywatną benzynę,
powiedziałem panu XZ, że więcej nie mogę jeździć na prelekcje.
Wtedy pan XZ poszedł do Andrzeja Wojciechowskiego Naczelnika
Miasta i Gminy Goleniów, porozmawiał z nim, a następnie
powiedział mi, żebym się zgłosił do Andrzeja Wojciechowskiego.
który już zna sprawę. Poszedłem do gabinetu pana Andrzeja
Wojciechowskiego, który zapytał mnie ile litrów benzyny
potrzebuję. Po minucie wyszedłem od pana Andrzeja
Wojciechowskiego z talonami na przydział dodatkowej ilości
benzyny.
Później
utraciłem kontakt z panem XZ i z jego rodziną, bo
przeprowadzili się do innego miasta.
Minęło 26 lat od
opisanych wydarzeń. Znalazłem adres i numer telefonu do pana
XZ i zatelefonowałem do niego w dniu 22 sierpnia 2011. Pan XZ
powiedział mi, że jego dawniej
chory syn ma obecnie 31 lat, ukończył studia, ożenił się,
pracuje i ma dwoje zdrowych dzieci. Epilepsja u syna zniknęła
nagle, bez lekarstw, gdy w roku 1985 po spotkaniu ze mną
zastosowali się do bardzo prostych zaleceń profilaktyki oraz
leczenia.
Jak z tego
przykładu widać, epilepsję
można przewidywać, zapobiegać i leczyć bez lekarstw.
HATENOWY
ZAWRÓT GŁOWY
Pani
Ewa K. ze Szczecina napisała do mnie w styczniu 2012, że ma 16
letnią córkę, u której po 1,5 roku badań i leczenia w różnych
ośrodkach w kraju i niedawno w Centrum Zdrowia Dziecka w
Warszawie rozpoznano stwardnienie rozsiane. Córka miała
robione 5 rezonansów magnetycznych mózgu (MRI); ma prążki w
płynie mózgowo rdzeniowym; w listopadzie 2011 przeszła
pozagałkowe zapalenie nerwu wzrokowego...
Pojechałem
do Pani Ewy K. i jej córki w mroźny i śnieżny wieczór 4 lutego
2012 i rozmawiałem z nimi około trzy godziny. Pani Ewa dała mi
najważniejsze dokumenty z przebiegu choroby córki, abym mógł w
moim domu spokojnie zapoznać się z tymi dokumentami.
Podczas
rozmowy ustaliłem, że Ewa K. ma grupę krwi B. Córka ma grupę
krwi 0. Mąż pani Ewy ma grupę krwi 0. Pani Ewa jest po
rozwodzie z mężem, który z nimi nie mieszka. Ewa z córką
mieszkają w dwóch pokojach. Córka ma oddzielny pokój, ale
wszystkie okna w mieszkaniu są szczelnie zamknięte z powodu
chłodu.
Pani
Ewa powiedziała, że lekarze po zdiagnozowaniu stwardnienia
rozsianego u córki dali jej zwolnienie z zajęć wychowania
fizycznego i zaproponowali kilkuletni program podawania córce
interferonów. Teraz lekarze czekają aż Ewa podpisze zgodę na
leczenie córki interferonami.
Powiedziałam
pani Ewie i jej córce, że mają konfliktowe grupy krwi. Krew
Ewy o grupie krwi B nie nadaje się do przetoczenia dla córki,
która ma grupę krwi 0. Ponadto krew Ewy nie nadaje się do
przetoczenia dla jej byłego męża.
78%
ludzi z grupą krwi B jest wydzielaczami substancji grupowych
krwi i ma w pocie i w zapachu substancje grupowe krwi B
(hapteny B). Jeśli po zbadaniu cechy wydzielania antygenów u
Ewy okaże się, że jest ona wydzielaczem swoich substancji
grupowych krwi B, to jej zapach jest toksyczny dla jej córki i
dla jej byłego męża. Córka Ewy może chorować na SM i ponad 150
chorób haptenowych z powodu oddychania zapachem swojej matki.
Cecha
wydzielania antygenów mogła doprowadzić do sytuacji, że były
mąż Ewy czuł się fatalnie podczas oddychania zapachem Ewy, co
mogło doprowadzić do rozwodu.
Teraz
córka bardzo tęskni za swoim ojcem i przeżywa depresję z
powodu rozwodu rodziców. Córka odwiedza swojego ojca i czuje
się przy nim dobrze.
Córka
buntuje się, nie chce przyjmować interferonów, nie chce żadnej
renty inwalidzkiej i nie chce zwolnienia od zajęć fizycznych w
szkole.
Po
trzech godzinach rozmowy w niewietrzonym mieszkaniu
wyczerpałem temat do rozmowy, a przy okazji powiedziałem, że
ja mam grupę krwi 0 i źle się czuję w tym mieszkaniu z
zamkniętymi oknami. Pożegnałem panią Ewę i jej córkę.
Powiedziałem im, że w czytelni Biblioteki Wojewódzkiej w
Szczecinie jest miesięcznik NIEZNANY ŚWIAT z grudnia 2011 i
tam jest obszerna publikacja o chorobach haptenowych. Ponadto
w czytelni Biblioteki Wojewódzkiej są wszystkie moje książki
oraz publikacje o haptenach. Jest tam także książka
"Stwardnienie rozsiane a zjawiska odporności w nowym
oświetleniu" wydanie 3. z roku 1996, ISBN 902270-8-8,
napisana przez prof. dra hab. med. Tadeusza Marcinkowskiego z
Akademii Medycznej w Szczecinie. Profesor Marcinkowski w
krótkim posłowiu na stronie 93 napisał, cytuję:
<<---
w ramach profilaktyki --- należałoby brać pod uwagę możliwość
takich uregulowań prawnych, które stwarzałyby warunki do
ewentualnego rozwodu.>> <<Być może, iż sprawy te
wymagałyby pewnej modyfikacji przepisów prawa kanonicznego.>>
Ja
radziłem pani Ewie i jej córce aby dobrze wietrzyli swoje
mieszkanie i o chorobach haptenowych poinformowali swoich
lekarzy, a także nauczycieli, którzy powinni dbać o dobre
wietrzenie sal szkolnych i obiektów sportowych, gdzie młodzież
ćwiczy podczas zajęć z wychowania fizycznego. Córka powinna
jak najczęściej przebywać na świeżym powietrzu.
Leczenie
interferonami oraz lekarskie zwolnienie córki z zajęć
fizycznych jest najgorszym rozwiązaniem i takie leczenia
powinny być prawem zabronione, a lekarze, którzy dotąd stosują
leczenie interferonami powinni dowiedzieć się o haptenach,
które powodują ponad 150 chorób autoimmunologicznych.
Po
kilku dniach otrzymałem od pani Ewy wiadomość, że była w
bibliotece i przeczytała publikacje, które jej proponowałem.
Głowa ją rozbolała od tego czytania. Zażądała zwrotu
wszystkich dokumentów, które mi przekazała.
Uszanowałem
jej wolę.
|
|
Badaniem chorób haptenowych zajmuję się od
roku 1981, czyli od 30 lat. Przez kilkanaście lat próbki krwi
i śliny do badań nosiłem do profesjonalnych laboratoriów. W
marcu 2002 r. założyłem własne laboratorium --- pierwszy w
świecie naukowo-badawczy Instytut
Haptenologii. Haptenologią nazwałem naukę o chorobach
i zjawiskach powodowanych haptenami, które pochodzą z
rozmaitych organizmów: ludzi, zwierząt, roślin, grzybów
pleśniowych, mikrobów, a także z leków i przedmiotów
produkowanych przez przemysł. Jednakże moją działalność
nakierowałem głównie na badania przypadków toksycznego
działania ludzi na siebie za pomocą haptenów. Sposoby
badań stale doskonaliłem, żeby ustalić sposób najlepszy.
Przykłady badań opisałem w książce
"Haptenologia" oraz na interentowym
forum dla chorych na stwardnienie rozsiane kliknij
tu aby zobaczyć fragment dyskusji i opis badania przypadku
stwardnienia rozsianego.
W celu wykrycia przyczyny choroby najlepiej
było jeśli zabierałem do samochodu laboratorium, jechałem do
środowiska chorej osoby, zapoznawałem się z historią choroby,
pielęgniarka pobierała próbki krwi i śliny do badań od osoby
chorej i od osób z którymi ta chora osoba często przebywa
bardzo blisko albo w źle wietrzonych pomieszczeniach. W
przywiezionym laboratorium samodzielnie wykonywałem badania
pobranych próbek krwi i śliny. Osoby zainteresowane mogły
oglądać te badania, pytać i udzielałem wyjaśnień.
Badania prowadziłem we współpracy z
naukowcami oraz samodzielnie. Przebadaliśmy ponad 300 osób. Na
podstawie wyniku badania wskazuję na przyczynę choroby
haptenowej i sposób profilaktyki oraz leczenia --- bez
lekarstw, przez unikanie źródła haptenów, które są
chorobotwórcze dla danej osoby. Znam wiele uprzednio chorych
osób, które uzyskały wielką poprawę zdrowia albo całkowicie
wyzdrowiały po zrozumieniu przyczyny choroby i po zastosowaniu
się do zaleceń profilaktyki. Przewiduję, że upowszechnienie
badań przeciwciał i haptenów oraz wprowadzenie haptenologii do
nauczania w szkołach na lekcjach biologii oraz w
uniwersytetach medycznych przyczyni się do skutecznej
profilaktyki oraz leczenia wszystkich chorób autoimmuno, które
ja nazywam chorobami haptenowymi. Na ten temat prowadzę
wykłady i pogadanki, publikowałem w naukowych pismach
medycznych, w popularnych gazetach, książkach i mówiłem o tym
w programach wyemitowanych w Pierwszym Programie Polskiego
Radia, w telewizji TVP1, TVP Polonia i TVN. W tym miejscu
chciałbym poinformować, że redakcja telewizji TVN "Rozmowy
w Toku" w dniu 30 marca 2006 nagrała program o
alergii na antygeny, które są w wydzielinach człowieka.
Program znakomicie prowadziła Ewa Drzyzga, która do
programu była doskonale przygotowana. W programie wystąpiły
cztery osoby, którym dawno temu badałem hapteny i przeciwciała
i poinformowałem o przyczynie choroby. Osoby te mówiły
szczerze o swoich przeżyciach. Wypowiedzi tych osób, a także
moje wypowiedzi oceniał prof. dr hab. nauk medycznych
Krzysztof Buczyłko, który kilka razy protestował,
nie zgadzał się, bo to dla niego była szarlataneria. Ja
natomiast byłem strasznie zdziwiony
wypowiedziami prof. Buczyłki, bo wszyscy studenci
medycyny uczą się o antygenach, które są w wydzielinach, ale
profesor Buczyłko o tym zapomniał albo zaliczył egzaminy z
powodu niedbałości egzaminatorów, którzy wiedzę o antygenach w
wydzielinach traktują z przymrużeniem oka jako wiedzę
akademicką, nie mającą klinicznego zastosowania. W chwili gdy
piszę te słowa, program o alergii na antygeny człowieka został
dwa razy wyemitowany przez telewizję TVN i był oglądany przez
około 3 miliony ludzi. Oglądałem ten program i wykonałem
nagranie na DVD, a następnie napisałem LIST OTWARTY, który
razem z nagraniem programu wysłałem pocztą (przesyłki
polecone) w dniu 24 maja 2006 do następujących osób: 1) prof.
Krzysztof Buczyłko, 2) Prezydent RP Lech Kaczyński, 3)
Minister Edukacji i Nauki Roman Giertych, 4) prof. Andrzej
Legocki Prezes Polskiej Akademii Nauk , 5) prof. Janusz Tazbir
z Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów , 6) Ewa
Drzyzga z Telewizji TVN w Krakowie, 7) Minister Zdrowia
Zbigniew Religa.
<<LIST
OTWARTY
Telewizja TVN w dniach
6 kwietnia 2006 i 14 maja 2006 wyemitowała program o alergii
na antygeny człowieka. Ja brałem udział w tym programie, a
także wystąpił alergolog z Centrum Alergologii w Łodzi
profesor doktor habilitowany nauk medycznych Krzysztof
Buczyłko, który kilka razy powiedział, cytuję:
"alergii
na człowieka nie ma".
Między mną a profesorem Buczyłko
doszło do ostrego sporu. Ja mówiłem o alergii na antygeny
(hapteny), które są w pocie, ślinie, mleku, moczu (w wodzie)
ludzkich organizmów. O
tych antygenach od dawna uczą się studenci medycyny.
Antygeny te są wykrywane przez
hematologów w zakładach medycyny sądowej.
Tymczasem prof. dr hab. n. med. Krzysztof Buczyłko powiedział,
cytuję:
"Nie
jest prawdą, przepraszam pana bardzo, że antygeny są w
ślinie..."
Moje wypowiedzi o
antygenach, które są w wydzielinach, i o alergii na antygeny
człowieka prof. Buczyłko nazwał, cytuję: "to
jest fałszywa teoria".
Te wypowiedzi słyszało kilka
milionów telewidzów. W chwili obecnej ja jestem oburzony
wypowiedziami prof. dra habilitowanego nauk medycznych
Krzysztofa Buczyłki, który powinien był natychmiast po
nagraniu programu telewizyjnego zapytać jakiegoś studenta
medycyny albo przeczytać w literaturze naukowej o antygenach w
wydzielinach, a po zorientowaniu się, że On powiedział
nieprawdę, powinien był zgłosić się do telewizji TVN, odwołać
swoje wypowiedzi i przeprosić za swoją pomyłkę, ale On tego
nie zrobił. Po upływie 54 dni od nagrania przez TVN programu o
alergii na człowieka, w dniu 23 maja 2006 o godzinie 10:06
rozmawiałem przez telefon komórkowy z prof. Krzysztofem
Buczyłko. Zapytałem Go, czy po emisji programu o alergii na
antygeny człowieka On zmienił swoje zdanie. Prof. Buczyłko
odpowiedział, cytuję:
,,Zdania
nie zmieniłem. Podtrzymuję swoje zdanie w całej pełni."
Jestem przekonany, że
tytuł profesora doktora habilitowanego nauk medycznych
zobowiązuje do przekazywania ludziom prawdziwej wiedzy
medycznej, a nie bzdury. Krzysztof Buczyłko wykazał się
brakiem wiedzy medycznej, powiedział nieprawdę milionom
telewidzów i nadal nie przyznaje się do błędu, dlatego uważam,
że On nie zasługuje na stopnie i tytuły naukowe nadane mu
przez Ministra Edukacji oraz Prezydenta RP. Te stopnie i
tytuły należy mu zawiesić do czasu zdania egzaminu z wiedzy o
antygenach w wydzielinach.
W telewizyjnym
programie o alergii wystąpił także psycholog profesor Andrzej
Sękowski, który także nic nie wiedział o antygenach
(haptenach) w wydzielinach, ale ja nie mam do niego żadnych
pretensji, bowiem podczas kształcenia psychologów nikt ich nie
uczy o antygenach w wydzielinach, jednakże należy coś zrobić,
żeby nie tylko psycholodzy, ale filozofowie, przywódcy
duchowi, seksuolodzy i prawnicy dowiedzieli się o antygenach w
wydzielinach i o biochemicznym działaniu ludzi na siebie, bo
ta wiedza pozwoli im zapobiegać wielu zjawiskom patologii
społecznej.
Niedawno w tygodniku
POLITYKA nr 19 z 13 maja 2006 na stronie 129 opublikowano
krótką informację i dużą kolorową fotografię o uczuleniu na
męża, co świadczy, że alergia na człowieka jest, ale
takim faktom Krzysztof Buczyłko zaprzecza. Cytuję fragmenty:
”Hava
dostała na obczyźnie uczulenia na męża. Kocha go, ale o
przytulaniu nie ma mowy ... Dotknie ją i zaraz czerwone
swędzące plamki, choć go przecież kocha. Jak, pyta Bagałudin,
on ma żyć z taką żoną? Hava nawet by przystała, żeby w tej
sytuacji Bagałudin wziął jeszcze jedną kobietę. Ale nowa żona
oznacza nowe dzieci, a jak i za co mieliby je wychować?”
Redakcji telewizji
,,Rozmowy w toku" składam serdeczne podziękowanie za
odważną i bardzo dobrą realizację programu o uczuleniu na
antygeny, które są w wydzielinach człowieka. Warto zrobić
następny program z udziałem hematologa, który potrafi wykrywać
antygeny w wydzielinach, jednakże hematolodzy nie zdają sobie
sprawy z wielkiego znaczenia wiedzy o antygenach w
wydzielinach, a od kilku lat zakłady medycyny sądowej w Polsce
zaprzestają wykrywania antygenów w wydzielinach, bowiem
wdrażają do stosowania nowoczesne badania DNA.
Z poważaniem, Jerzy Grzeszczuk>>
Koniec cytowania LISTU
OTWARTEGO, na który otrzymałem dwie odpowiedzi: (1) od
Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów, oraz (2) z
Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Cytuję
fragmenty z tych listów:
(1) “Pismo
Pańskie i załączone materiały przekazałem do wiadomości Sekcji
Nauk Medycznych Centralnej Komisji zakładając, że sprawa może
zainteresować niektórych jej członków. Z Poważaniem, Sekretarz
Komisji Prof. dr hab. Osman Achmatowicz”;
(2) “...Rozumiemy
Pana rozgoryczenie...” “ ... wszelkich roszczeń w
stosunku do osób występujących w audycji można dochodzić na
drodze sądowej...”
--- O losach mego listu do Ministra Zdrowia
dowiedziałem się z internetu. Krajowy Konsultant do spraw
alergologii prof. dr hab. n. med. Jerzy Kruszewski swoim
artykule "Jak czytać artykuły prasowe o alergii"
napisał, cytuję fragmenty: <<Ostatnio
najmodniejsze tematy to alergia
a seks oraz
alergia na drugiego
człowieka, rozważane
są przez osoby, które nie bardzo wiedzą, co to jest alergia i
czym się zajmuje alergologia. Ale kabaretowe emocje już są. Aż
do Ministra Religi trafiła złożona na piśmie "informacja"
uczestnika programu TVN, który uważa, że jeden z Profesorów
alergologii "...powinien upowszechniać prawdziwą naukę, a
nie bzdury...", że alergii na człowieka nie ma.
Stwierdzeniem Profesora, odmiennym od jego poglądów, uczestnik
ten poczuł się zniesławiony, a na poparcie swoich racji
twierdzi, że uczą się o tym studenci medycyny i załącza art. z
Polityki o alergii na męża, książkę pt. "Haptenologia"
oraz DVD z nagraniem programu TVN. Oczywiście Pan Minister
prosi Konsultanta Krajowego o opinię.>> Kliknij
tutaj aby zobaczyć kopię dokumentu.
W swojej internetowej publikacji profesor
Kruszewski stwierdził, że temat alergii na człowieka pojawił
się w mediach, ale zamiast opinii mego listu do Ministra
Zdrowia profesor Kruszewski zwraca się do alergologów, cytuję:
<<Namawiam wszystkich kolegów
pragnących zaistnieć w mediach do zachowania dużej ostrożności
w kontaktach z dziennikarzami. Warunkiem minimalnym powinno
być autoryzowanie nie tylko swoich wypowiedzi, ale i całości
artykułów ... Bo chorzy to czytają i komentują.>>
Pozostali adresaci LISTU OTWARTEGO nie udzielili mi żadnej
odpowiedzi, a list adresowany do prof. Buczyłko z Centrum
Alergologii w Łodzi został mi zwrócony z adnotacją na
kopercie: “Adresat
wyprowadził się”.
Jak widać z powyższych
wypowiedzi dwóch alergologów, oni po raz pierwszy dowiedzieli
się o przypadkach toksycznego działania ludzi na siebie za
pomocą antygenów (haptenów). Z rozmów z innymi lekarzami wiem,
że ten temat jest traktowany z niedowierzaniem, a pacjenci
którzy zgłaszają takie przypadki, są podejrzewani o chorobę
psychiczną. W tym miejscu chcę poinformować, że ja nie mam
pieniędzy ani czasu, żeby się procesować z panem Krzysztofem
Buczyłko o powiedzenie nieprawdy dla trzech milionów ludzi.
Oczekuję, że pan Buczyłko zainteresuje się haptenami, zrozumie
swój błąd, ponownie wystąpi w telewizji, naprawi swój błąd.
Jeśli on tego nie zrobi, to może on zechce przeczytać słowa
odkrywcy podwójnej spirali DNA, James'a Watson'a, który w
swojej książce "Podwójna spirala", Wiedza Powszechna
1975, str. 18 napisał, cytuję: "...
niemała ilość pracowników nauki to ludzie nie tylko
ograniczeni i tępi, ale wręcz głupi.":
kliknij
ten link. Jeśli pan Buczyłko nie zgadza się z tą opinią,
to uprzejmie go proszę, żeby on mnie oskarżył przed sądem o
zniesławienie.
Haptenologię
rozpowszechniałem na 20 (dwudziestu) naukowych konferencjach:
Pierwszy Światowy Kongres
Polonii Medycznej odbył
się w Częstochowie 20-22 czerwca 1991. Pojechałem tam małym
fiatem 126p, z którego usunąłem boczny fotel, a podłogę
wyłożyłem paczkami ze świeżo wydrukowanymi książkami o
haptenologii. Zaparkowałem fiacika przy gmachu filharmonii,
gdzie odbywał się Kongres. Na paczkach z książkami rozłożyłem
śpiwór. Mały fiacik był moją sypialnią przez cztery noce.
Byłem bez grosza przy duszy, a w baku nie było benzyny na
powrót do domu. W dniu 19 czerwca poprosiłem Organizatora
Kongresu o pozwolenie na sprzedaż moich książek na terenie
Kongresu, ale Organizator nie wyraził na to zgody, tłumacząc,
że wszystkie miejsca na stoiska zostały sprzedane i nie ma
już miejsca. W tej sytuacji poszedłem na pobliski bazarek i
na składanym stoliku rozłożyłem moje książki, które
sprzedawały się znakomicie, bo w owym czasie w Polsce szalała
inflacja. Ludzie mieli kieszenie pełne pieniędzy, a w
sklepach spożywczych na półkach był tylko ocet, a pozostałe
towary szybko znikały z półek. Po kilku godzinach handlu
książkami zwinąłem kramik i poszedłem do miasta.
Przechodziłem ulicą Kopernika i na jednym z budynków
zobaczyłem napis: Polskie Towarzystwo
Stwardnienia Rozsianego (PTSR). Wszedłem
do tego Towarzystwa i zastałem Prezesa. Oznajmiłem mu, że
odkryłem przyczynę stwardnienia rozsianego, ale
on nie chciał wierzyć. Powiedział, że on jest chory na SM.
Popatrzyłem na niego, ale z wyglądu nie sprawiał wrażenia, że
jest ciężko chory. Powiedział, że kilka lat temu był bardzo
ciężko chory. Nie wstawał z łóżka. Wymagał stałej opieki.
Lekarze byli bezradni. Zapytałem go: Czy
choroba pojawiła się w małżeństwie? ---
Powiedział, że tak. Zapytałem o jego grupę krwi. --- Pokazał
mi w swoim dowodzie osobistym wpisaną grupę krwi B
Rh+. Zapytałem go: Czy
pana żona miała grupę krwi A1?
--- Powiedział, że miała A1
Rh+, że
przed małżeństwem wiedzieli o konfliktach serologicznych
między matką a płodem, gdy matka jest Rh- a dziecko
Rh+. W ich małżeństwie
taki konflikt serologiczny nie był możliwy, bo mieli zgodne
czynniki Rh+. Prezes Towarzystwa SM był
przy tym trochę zdziwiony. Zapytałem: A
co się stało z pana żoną? ---
Powiedział, że żona była bardzo opiekuńcza. Podczas jego
choroby stale przebywała przy nim. Po dwóch latach
nieprzerwanej opieki, gdy jego stan zdrowia był beznadziejny,
a żona miała wszystkiego dość, wtedy żona poprosiła jego
matkę, żeby na pewien okres przejęła nad nim opiekę. Matka
zaopiekowała się nim, natomiast żona wyjechała i nigdy nie
wróciła. Tymczasem pod opieką matki on zaczął zdrowieć,
chodzić. Po kilku latach poznał inną kobietę, z którą jest w
pełni sprawny jako mężczyzna i ma z nią dziecko. Jest
zadowolony z życia, czuje się dobrze, jest aktywny i dlatego
chorzy na SM wybrali go na Prezesa PTSR w Częstochowie. A to,
co z nim się działo przy pierwszej żonie, to lepiej nie
wspominać. Powiedziałem jemu, że prawdopodobnie wyzdrowiał,
bo odeszła od niego żona, której hapteny doprowadziły go do
ciężkiej choroby. --- Prezes PTSR w Częstochowie kupił trzy
moje książki, a następnie poszedł ze mną do Organizatorów
Kongresu Polonii Medycznej, pogadał z nimi, bo ich znał.
Organizatorzy Kongresu pozwolili mi na sprzedaż moich książek
tuż przy wejściu do gmachu filharmonii. Przez trzy dni stałem
przy moim stoliku z książkami, rozmawiałem z uczestnikami
Kongresu i sprzedałem im sporo książek.
 Fotografia
zrobiona podczas Pierwszego Światowego Kongresu Polonii
Medycznej 1991. Z lewej --- ja przy stoisku z książkami; z
prawej --- uczestnik Kongresu prof.
dr hab. med. Tadeusz Marcinkowski, kierownik Zakładu
Medycyny Sądowej i Kryminologii w Pomorskiej Akademii
Medycznej w Szczecinie.
Międzynarodowy Kongres Filozofii w
Gdańsku, 5-9 czerwca 1997. Mówiłem tam o zjawisku toksycznego
działania ludzi za pomocą haptenów. Zjawisko to mogło
występować w rodzinie znanego w USA lekarza Jeffrey'a
MacDonald'a, który z niewiadomej dotąd przyczyny zabił
swoją ciężarną żonę Colette i dwie córki: Kristen i
Kimberly. Moje przemówienie na Kongresie Filozofii zostało
później opublikowane
[7]. W tym miejscu chcę poinformować, że w roku 2000
zdobyłem wyniki badań grup krwi u wszystkich osób z rodziny
Jeffrey'a MacDonald'a. Badania te były wykonane w
laboratorium FBI w Waszyngtonie. Nadal badam ten przypadek
zbrodni i w roku 2006 dotarłem do wyników
badań antygenów w plamach moczu rodziny Jeffrey'a.
Badania te były wykonane w laboratorium CID przez Janice
Glisson.
Jeffrey
MacDonald ma grupę krwi B, przeciwciała anty-A. Antygeny
(hapteny) w jego moczu nie były badane, ale z innych faktów
wynika, że on może być "wydzielaczem” antygenu B,
a to można jeszcze teraz zbadać.
Colette miała grupę krwi A, przeciwciała
anty-B, była "wydzielaczem" swoich antygenów
(haptenów) A.
Kristen miała grupę krwi 0, przeciwciała
anty-A i anty-B. Kristen nie miała antygenów A i B w
wydzielinach.
Kimberly miała grupę krwi AB, była
"wydzielaczem" swoich antygenów (haptenów) A i B.
Wyniki badań wykonanych przez Janice
Glisson, a także inne dane zgromadzone podczas procesu
sądowego w 100% potwierdzają moją hipotezę, że Jeffrey był
silnie uczulony na hapteny, które jego żona Colette oraz
córka Kimberly miały w swoim pocie i zapachu. Zjawisko
toksycznego działania organizmów Colette i Kimberly na
Jeffrey'a mogło doprowadzać go do pogorszenia samopoczucia
podczas każdorazowego pobytu w bliskości Colette i Kimberly.
Z tego powodu Jeffrey unikał przebywania w swoim domu. Po
godzinach służby wojskowej brał dyżury nocne w szpitalu, a z
dyżuru wracał do domu na krótko aby się umyć, przebrać w
mundur i wychodził do miejsca swojej służby wojskowej. Starał
się o wyjazd służbowy do Wietnamu, do Rosji. Takie zachowanie
mogło prowadzić do rozmaitych nieporozumień i po siedmiu
latach intuicyjnie wyczuwanej ale skrywanej i tłumionej
antypatii mogło podczas sprzeczki doprowadzić do wybuchu
gniewu i zbrodni, po której dokonaniu Jeffrey doznał uczucia
ulgi; nie żałuje swego czynu i mówi, że to nie on zabił.
Szczegóły tej zbrodni opisałem w moich książkach, które były
kolejno poprawiane i uzupełniane [8,
9,
10].
Minęło 40 lat od dokonania tej zbrodni,
doktor Jeffrey MacDonald nadal przebywa w więzieniu. W
roku 2005 starał się o warunkowe zwolnienie z więzienia
ale pomimo druzgocących dowodów potwierdzonych wynikami badań
DNA, że to on zabił rodzinę, Jeffrey nadal mówi, że tej
zbrodni dokonali jacyś czterej narkomani, których śladów
intensywnie szukano, ale nigdy nie znaleziono. Jeffrey nie
poczuwa się do winy, nie wykazuje żalu za swój czyn, dlatego
jego prośba o złagodzenie kary została odrzucona. Jeffrey i
jego obrońcy znają moją teorię o haptenach, które mogły mieć
wpływ na dokonanie tej zbrodni, ale Jeffrey i jego obrońcy
milczą o mojej teorii prawdopodobnie dlatego, że moja teoria
jest nowa, mało znana, spotyka się z brakiem zrozumienia, a
ponadto ja uważam, że Jeffrey powinien przyznać się do
zbrodni, a to nie jest takie proste, bo on od 40 lat bez
przerwy zwala winę na narkomanów. Jednakże ja wierzę, że
prawda o haptenach spotka się z powszechnym zrozumieniem, i
wiedza ta będzie stosowana w zapobieganiu podobnym
zabójstwom, a także zjawiskom przemocy w rodzinie, o których
tak głośno w Polsce i na świecie.
Międzynarodowy Kongres Polskiego
Towarzystwa Neurologicznego w Warszawie, 16-19 lipca 2003
r. O tym Kongresie dowiedziałem się zbyt późno, dlatego nie
mogłem zgłosić się na mówcę, ani nie mogłem przedstawić mego
plakatu o przyczynie chorób autoimmuno, jednakże opis mego
plakatu w języku angielskim organizatorzy Kongresu
opublikowali w internecie. Słuchałem wykładów, a w przerwach
rozmawiałem z uczestnikami, rozdawałem swoje publikacje, a
jeśli ktoś wykazywał zainteresowanie, to prowadziłem do mego
auta i pokazywałem duży plakat.
Międzynarodowa
Konferencja Stwardnienia Rozsianego, w Berlinie,
20-24 września 2003 r. Było tam 635 osób z 34 krajów. Kilka
miesięcy przed Konferencją zgłosiłem do organizatorów chęć:
(1) wystąpienia jako mówca oraz (2) przedstawienia plakatu o
przyczynie stwardnienia rozsianego, jednakże Komitet Naukowy
Konferencji nie wyraził na to zgody. Napisałem zażalenie na
tą decyzję, ale efektu z tego nie było. W tej sytuacji krótko
opisałem przyczynę SM na mojej stronie internetowej, a w
pobliżu Hotelu Estrel gdzie odbywała się Konferencja
ustawiłem swój samochód, na którym przylepiłem zakazany
plakat oraz napis w języku angielskim "The Cause of
MS is Known" = "Przyczyna SM jest
znana"(fotografia poniżej). Kupiłem bilet (390 Euro) za
wstęp na Konferencję, słuchałem wykładów i przez trzy dni
nosiłem ze sobą białą chorągiewkę z napisem: "The
Cause of MS is Known". Podczas przerw rozdawałem
uczestnikom karteczki z adresem mojej strony internetowej,
ulotki i kopie trzech prac [2,
5,
6]
o przyczynie stwardnienia rozsianego. Prace te były
opublikowane w angielskich pismach medycznych przez prof.
dra hab. n. med. Tadeusza Marcinkowskiego, prof.
dra med. Sergey'a N. Rumyantsev'a i przeze mnie. Chętnym
do rozmowy udzielałem dodatkowych informacji. Amerykanin,
przewodniczący Międzynarodowej Federacji Towarzystw
Stwardnienia Rozsianego Peter W. Schmidt, a także
kilka innych ważnych osób z tej organizacji byli uprzejmi,
przyjmowali moje ulotki, chowali je do kieszeni, nie chcieli
rozmawiać. Prawdopodobnie wiedzieli już o mnie przed
Konferencją i uznali za nieszkodliwego wariata, bo wszyscy
wiedzieli, że w jednym tylko roku 2003 Amerykańskie
Towarzystwo Stwardnienia Rozsianego wydało 36 milionów
dolarów na badania stwardnienia rozsianego, ale nie
znaleziono przyczyny.

Zjazd Psychiatrów Polskich w
Warszawie 17-19
czerwca 2004. W Zjeździe uczestniczyło około 1700 osób.
Pojechałem tam bez zaproszenia i powiedziałem organizatorom,
że jestem autorem kilku prac o biochemicznym działaniu ludzi
na siebie za pomocą haptenów. Dwie moje prace były
opublikowane w angielskich, naukowych pismach medycznych. W
Polsce te prace są mało znane, powinny zainteresować
psychiatrów. Ponadto przywiozłem najnowszą broszurkę w języku
polskim, pt.: "Broń
chemiczna w zapachu ludzi". Poprosiłem
organizatorów o pozwolenie na bezpłatne rozdawanie moich
publikacji, a także prac [2,
5,
6]
opublikowanych przez prof.
dra hab. n. med. Tadeusza Marcinkowskiego oraz prof.
dra med. Sergey'a N. Rumyantsev'a Organizatorzy zapoznali
się z tymi pracami i udzielili mi pozwolenia. Otrzymałem za
darmo stoisko, na którym rozłożyłem stosy przywiezionych
publikacji oraz napis: "NAUKOWE ODKRYCIE (w moim
przekonaniu)". Napis był podświetlany migającymi
lampkami, co przyciągało uwagę uczestników Zjazdu. Przez trzy
dni Zjazdu, w sumie przez 27 godzin stałem przy tym stoisku,
rozdawałem przywiezione publikacje i dla zainteresowanych
udzielałem informacji. Rozdałem około 800 broszurek oraz
około 100 zestawów publikacji w języku angielskim. Tuż przed
zakończeniem Zjazdu podszedł do mnie jeden z Organizatorów i
wręczył mi pamiątkową torbę z kompletem publikacji ze Zjazdu
Psychiatrów oraz zaproszenie na bankiet pożegnalny do Zamku
Ujazdowskiego. Przyjąłem to z wdzięcznością, i w tym miejscu
Organizatorom Zjazdu Psychiatrów Polskich składam serdeczne
podziękowanie.
Międzynarodowa Konferencja Naukowa
"Aborcja --- przyczyny, następstwa, terapia" w
Warszawie, pod auspicjami Polskiej Akademii Nauk i Instytutu
Psychiatrii i Neurologii, zaczęła się następnego dnia po
Zjeździe Psychiatrów, 20-22 czerwca 2004. Podobnie jak
podczas Zjazdu Psychiatrów, tym razem zwróciłem się do
Organizatora Konferencji dra Witolda S. z prośbą o pozwolenie
na bezpłatne rozdawanie moich publikacji, ale On zgody nie
udzielił. W tej sytuacji za 180 zł kupiłem bilet wstępu na
Konferencję i przez trzy dni słuchałem wykładów, a podczas
przerw w obradach podchodziłem do niektórych mówców, dawałem
im moje publikacje, mówiłem, że nie tylko po aborcji, ale
także po skomplikowanym porodzie (cesarskim cięciem) albo
po poronieniu krew dziecka przedostaje się przez ranę do krwi
matki i może nastąpić immunizacja
matki antygenami dziecka. Po immunizacji
mogą się pojawić rozmaite choroby z powodu silnego uczulenia
na antygeny (hapteny), które są w zapachu męża albo dziecka,
a to z kolei doprowadza do rozmaitych chorób, rozkładu
pożycia małżeńskiego, rozstroju nerwowego i jest tematem
obrad tej Konferencji. Moi rozmówcy najczęściej wykazywali
wielkie zainteresowanie tym tematem. W trzecim dniu
Konferencji, podczas przerwy rozłożyłem na moim stoliku stos
publikacji o haptenologii w języku angielskim [2,
5,
6]
oraz stos broszurek "Broń
chemiczna w zapachu ludzi". Po chwili kilka osób
podeszło do stolika i wzięło sobie te publikacje. Pomyślałem,
że może zabraknąć, dlatego poszedłem do mego auta, żeby
przynieść więcej. Gdy nowy stos publikacji przyniosłem na
teren Konferencji, to już przy wejściu kilka osób bardzo się
zainteresowało. Udzielałem im informacji, sami brali
publikacje. W pewnym momencie podszedł do nas Organizator
Konferencji dr Witold S. w towarzystwie kilku smutnych panów
i powiedział: „Proszę natychmiast zabrać te
publikacje i w ciągu dwóch minut wyjść z terenu Konferencji,
bo jeśli nie to wezwę policję!”.
Powiedziałem, że na sali obrad zostawiłem część moich
publikacji i muszę tam iść, żeby je zabrać. Poszedłem na
salę, ale stwierdziłem, że z mego stolika zniknęły wszystkie
broszurki, zostało tylko trochę publikacji w języku
angielskim. Zabrałem je z zamiarem wyniesienia z terenu
Konferencji, ale wtedy jakaś pani, która dowiedziała się, że
grożono mi policją, poprosiła abym dał jej wszystkie
publikacje, to ona je rozda. I tak się stało. -- Organizator
Konferencji, wbrew swej woli zrobił mi reklamę.
Europejska
Konferencja Stwardnienia Rozsianego w Paryżu odbyła
się w dniu 10 marca 2006 r. Była zorganizowana
wspólnie przez Association pour la reserche sur la
sclerose en plaques (ARSEP) oraz Swiss MS Society.
Przed planowaną konferencją ja wysłałem do organizatorów tej
konferencji, zgodnie z ich wszelkimi wymaganiami,
“registration form” czyli zgłoszenie mego
uczestnictwa w konferencji oraz "abstract" czyli
skrócony opis mego plakatu, który zamierzałem przedstawić
podczas sesji plakatowej. Otrzymałem od nich email z
potwierdzeniem, że otrzymali moje zgłoszenie i skrót. Później
była cisza głucha, co uznałem za zgodę na uczestnictwo w
konferencji i pojechałem tam. Przy wejściu pokazałem
organizatorom kopię mego wysłanego do nich zgłoszenia i
skróconego opisu plakatu. Organizatorzy przyjęli mnie bardzo
życzliwie. Dali mi czystą plakietkę, na której wypisałem
swoje imię i nazwisko. Plakietka uprawniała mnie do wstępu na
teren konferencji. Dali mi do wypełnienia blankiet dokumentu
z pieczęciami, że byłem uczestnikiem tej Konferencji, a także
dali mi "Book of Abstracts" --- książkę, w której
były wydrukowane nazwiska i adresy wszystkich uczestników
Konferencji i skrócone opisy 83 plakatów, które miały być
wystawione podczas "Poster Session" (sesji
plakatowej). Mego abstract'u nie było w tej książce, ani nie
było w niej mego nazwiska na liście uczestników Konferencji.
Zaprowadzono mnie do dużej sali, w której były tablice
przygotowane do zawieszenia plakatów. Przynieśli mi taśmę
klejącą i wskazali gdzie mogę zawiesić mój plakat.
Konferencja trwała 8 godzin. Było na niej 199 uczestników,
głównie z Francji i Szwajcarii, a wśród pozostałych
uczestników dwóch było z Anglii, jeden z Australii, jeden z
Niemiec i ja jeden byłem z Polski. Słuchałem wykładów, a od
godziny 13:00 do 15:00 był lunch (przerwa na posiłek) i sesja
plakatowa. Wszyscy najpierw zabrali się do jedzenia, co
trwało około 30 minut, a przez następne 90 minut uczestnicy
konferencji oglądali plakaty. W tym czasie przy każdym
plakacie stał autor plakatu, który dla osób zainteresowanych
udzielał objaśnień. Ja także stałem przy swoim plakacie. Z
powodu dużej ilości (83) plakatów i ograniczonego do 90 minut
czasu wystawienia plakatów, przeciętny czas na oglądanie
jednego plakatu wynosił jedną minutę. Nic dziwnego, że przed
moim plakatem przechodzili powolutku uczestnicy, patrzyli i
najczęściej szli dalej. Ale 10 uczestników się zatrzymało,
oglądali dokładnie i rozmawiali ze mną. Pierwszym, który do
mnie podszedł był prof. Ludwig Kappos –
President of the Medical Advisory Board of the Swiss MS
Society (przewodniczący Doradczej Komisji Medycznej
Szwajcarskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego), którego
w roku 2003 widziałem podczas Konferencji Stwardnienia
Rozsianego w Berlinie i zagadnąłem go podczas przerwy, ale
wtedy on tylko machnął ręką na mój widok i nie chciał ze mną
rozmawiać. Tym razem prof. Kappos obejrzał mój plakat i
zapytał, w jaki sposób ja się tutaj znalazłem. Powiedziałem,
że wysłałem “registration form and abstract” i że
otrzymałem potwierdzenie od organizatorów, że otrzymali moje
zgłoszenie --- pokazałem wydruki tych dokumentów. Prof.
Kappos nic nie powiedział, tylko poszedł do swojego stolika
jeść swój lunch. A ja go obserwowałem i widziałem, jak
rozmawiał ze swoim kolegą i skierował go do mego plakatu. Ów
kolega przyszedł, obejrzał mój plakat, wskazał na kartkę,
która była przylepiona poniżej plakatu i było na niej
napisane: “I
can predict, prevent and arrest multiple sclerosis”
= "Ja potrafię przewidywać, zapobiegać i zatrzymać
stwardnienie rozsiane." Powiedział: "It
is provoked." = "To jest
prowokacyjne." Ja powiedziałem: "But
it is truth" = "Ale to jest prawda."
Później zatrzymywali się przy moim plakacie inni uczestnicy
konferencji. Udzielałem im wszelkich wyjaśnień. Niektórzy
ponownie wrócili do mnie i rozmawiali.
 Po
zakończeniu Konferencji podszedłem do głównej organizatorki
Konferencji, Catherine Lubetzki --- President of the
Scientific Committee of ARSEP (przewodnicząca naukowego
komitetu ARSEP). Miałem ze sobą artykuł Jej autorstwa o
stwardnieniu rozsianym, wydrukowany w języku polskim.
Pokazałem jej ten artykuł i poprosiłem o autograf. Podpisała
się swoim imieniem i nazwiskiem. Podziękowałem.
Do Paryża pojechałem autobusem przez Niemcy,
Holandię i Belgię. W jedną stronę 20 godzin jazdy i z
powrotem 20 godzin. Bilans tej jazdy jest taki, że tylko 10
naukowców (5% uczestników) Konferencji zapoznało się z moim
plakatem. Nic dziwnego, że tak powoli docierają do naukowców
informacje, o przyczynie i możliwości profilaktyki oraz
leczenia stwardnienia rozsianego i wielu innych chorób
autoimmuno.
Konferencja
Europejskiej Platformy Stwardnienia Rozsianego (EMSP)
odbyła się 29-30 maja 2007 w Brukseli. Dowiedziałem się o
tej konferencji na dwa dni przed jej rozpoczęciem.
Natychmiast wysłałem przez internet zgłoszenie mego udziału w
Konferencji. Po kilku minutach otrzymałem e-mailem
zaproszenie i następnego dnia pojechałem tam (1200 km) moim
autem. Było tam 160 uczestników z 29 krajów. Z Polski
przybyli: 1) Prezes Polskiego Towarzystwa Stwardnienia
Rozsianego Izabela Odrobińska ze swoją suczką Luną, która
wraz ze swoją Panią ma przepustkę na teren Parlamentu
Europejskiego w Brukseli 2) Szef Centrum Informacyjnego
Stwardnienia Rozsianego Andrzej Pieloch, 3) prof. dr hab. n.
med. Krzysztof Selmaj oraz dwóch przedstawicieli przemysłu
farmaceutycznego. Podczas konferencji z trybuny mówiono, że
przyczyna stwardnienia rozsianego NIE jest znana, że tej
chorobie NIE można zapobiegać i żadne leki NIE leczą
stwardnienia rozsianego. Niektórzy mówcy mówili zbyt długo,
dlatego inni mówcy musieli skracać swoje przemówienia, a dla
słuchaczy zabrakło czasu na zadawanie pytań i dyskusje z
mówcami. Ja słuchałem wykładów, natomiast podczas przerw na
posiłki podchodziłem do uczestników konferencji, rozmawiałem
z nimi i dawałem ulotki, na których w języku angielskim
napisałem: <<Potrafię przewidywać, zapobiegać i
zatrzymać stwardnienie rozsiane www.haptens.republika.pl
>> W drugim dniu konferencji zwróciłem się do
Sekretarza Generalnego EMSP Christoph'a Thalheim'a i On
wyraził zgodę abym rozłożył na stoliku moje ulotki i
publikacje [2,
5,
6]
o przyczynie i o możliwości profilaktyki stwardnienia
rozsianego, opublikowane w angielskich naukowych pismach
przez prof. dra hab. n.
med. Tadeusza Marcinkowskiego przeze mnie oraz prof.
dra med. Sergey'a N. Rumyantsev'a . Od tej pory
uczestnicy Konferencji sami brali sobie te ulotki i
publikacje, a ja stałem obok i udzielałem informacji. Ulotki
wręczyłem także dla 1) Prezydenta EMSP Doroty
Pitschnau-Michel oraz 2) byłego Prezydenta EMSP Petera
Kauffeldta. Moje ulotki otrzymała większość uczestników
Konferencji. Mam nadzieję, że ktoś z tych osób zechce
sprawdzić prawdziwość moich informacji i przyczyni się do
likwidacji stwardnienia rozsianego. Z mojego doświadczenia
wynika, że na rezultaty należy poczekać kilka lat aby
uczestnicy Konferencji mieli czas na zapoznanie się z
haptenologią i po raz wtóry o tym się dowiedzieli.
4-ty
Międzynarodowy Kongres EUFAMI w Toruniu, Polska w
dniach 14-16 września 2007, dla rodzin i osób po kryzysie
psychicznym i dla profesjonalistów. Przyjechało 600 osób z 25
krajów. Wykłady w języku angielskim były tłumaczone przez
słuchawki na język polski i kilka innych języków. Ja
dowiedziałem się o tym Kongresie trzy miesiące przed
otwarciem. Natychmiast wysłałem 5 e-maili do organizatorów
Kongresu, że jestem autorem naukowych publikacji o toksycznym
działaniu ludzi za pomocą antygenów; że takie toksyczne
działanie może być przyczyną ponad 100 rozmaitych chorób,
nieudanego życia w rodzinie, załamań psychicznych, rozwodów,
depresji, schizofrenii, zabójstw, że można zapobiegać tym
chorobom i zjawiskom patologii. Organizatorzy przed Kongresem
zapoznali się z moimi publikacjami, ale program Kongresu był
już ustalony, dlatego nie mogłem być mówcą. Gdy przyjechałem
na Kongres, to główny organizator Andrzej Warot bez
wahania pozwolił mi rozdawać kopie angielskich publikacji [2,
5,
6],
a także pozwolił wystawić dwa moje plakaty w językach polskim
i angielskim i udzielać objaśnień dla uczestników Kongresu.
Poniżej przedstawiam fotografię polskiego plakatu.
 Byłem
zwykłym uczestnikiem Kongresu EUFAMI, słuchałem wykładów,
brałem udział w warsztatach, a podczas przerw podchodziłem do
uczestników, mówiłem o moich badaniach przyczyny wielu chorób
i zjawisk patologii społecznej, o możliwości profilaktyki
oraz leczenia, objaśniałem moje plakaty, które stały w
głównym holu, rozdawałem ulotki i kopie publikacji. W trzecim
dniu Kongresu podeszła do mnie pani Inger Nilsson - prezydent
EUFAMI oraz pan Kevin Jones – sekretarz generalny
EUFAMI. Udzieliłem im informacji. Wyrazili zainteresowanie
tym tematem i zapewnili, że będą ze mną w kontakcie. Przed
zakończeniem Kongresu wykonano fotografię
uczestników na której ja przykucnąłem w pierwszym
rzędzie, 6-ty od prawej i trzymam mój plakat. W tym miejscu
pragnę serdecznie podziękować organizatorom Kongresu za pomoc
w propagowaniu mojej wiedzy.
XIV Naukowy Zjazd Polskiego
Towarzystwa Medycyny Sądowej i Kryminologii, Szczecin
27-29 września 2007. Pojechałem na ten Zjazd dlatego, że
przez kilka dziesięcioleci medycy sądowi na potrzeby sądów i
policji wykrywali antygeny w wydzielinach. Gościem honorowym
Zjazdu był prof. dr. hab. n. med. Tadeusz Marcinkowski, który
jest wielce zasłużony dla rozwoju medycyny sądowej w Polsce.
Prof. Tadeusz Marcinkowski jest w podeszłym wieku, ma 89 lat,
został przywieziony na wózku inwalidzkim. Mówił krótko o
swoim dzieciństwie i młodości, a następnie jego syn Jerzy
wygłosił referat poświęcony działalności swego Ojca. Za
pomocą komputera prezentowano na ekranie stare fotografie,
dokumenty, książki o życiu i twórczości Tadeusza
Marcinkowskiego, którego ja znam od ponad 20 lat i cenię go
najwyżej ze wszystkich znanych mi naukowców.
Podczas Zjazdu czułem się jak intruz w
świątyni nauki, bo nie jestem naukowcem, ale przed Zjazdem
napisałem do organizatorów, że chcę wygłosić referat o
toksycznym działaniu ludzi na siebie za pomocą antygenów,
które są w wydzielinach, co bywa przyczyną wielu chorób i
nagłych zgonów uprzednio zdrowych osób. Ponadto chciałem
przedstawić mój plakat z tego tematu i rozdawać bezpłatnie
(tak jak to wcześniej robiłem na kilku konferencjach) kopie
publikacji: [2,
5,
6],
jednakże od
organizatorów Zjazdu otrzymałem uprzejmą odpowiedź odmowną.
Wysłałem drugie pismo z prośbą o ponowne rozpatrzenie mego
zgłoszenia, ale nie otrzymałem żadnej odpowiedzi.
Przewidywałem, że w tym gronie naukowców nie mam szans być
mówcą, ale postanowiłem „głową rozbić ten mur”.
Zapłaciłem 250 zł za wstęp na teren Zjazdu, a po przybyciu w
recepcji otrzymałem plakietkę z moim nazwiskiem i torbę z
dokumentacją zjazdową. Gdy recepcjonistka szukała mego
nazwiska na liście uczestników Zjazdu, to ja dostrzegłem, że
moje nazwisko było wyróżnione grubą strzałką. Po kilku
minutach podszedł do mnie jeden z organizatorów Zjazdu w
towarzystwie postawnego ochroniarza i powiedział mi, abym nie
rozpowszechniał swoich publikacji. Wtedy zrozumiałem, po co
była ta gruba strzałka.
Zapoznałem się z programem Zjazdu i
dostrzegłem, że w sesji hemogenetycznej zostanie wygłoszony
jeden bardzo ciekawy referat opracowany przez czterech
autorów: Krajewski P., Płoski R., Pierścińska-Jędra M.,
Fadulej M.: „Predyspozycje genetyczne
występowania nagłych zgonów sercowych”. Takie
zgony są definiowane jako naturalna śmierć z nagłą utratą
przytomności. Ocenia się, że takie zdarzenia występują u
młodych ludzi poniżej 40-go roku życia z częstością około
1:1000. Bardzo się zainteresowałem tym referatem, bowiem
takie zgony są znane od najdawniejszych czasów, ale dawniej
przyczynę takich zgonów wyjaśniano działaniem demonów. Teoria
o haptenach wyjaśnia przyczynę takich zgonów i dlatego
postanowiłem wysłuchać wszystkich referatów w sekcji
hemogenetycznej. Gdy trzeciego dnia Zjazdu nadszedł czas na
wygłoszenie tego referatu, to okazało się, że na sali brak
jest autorów tego referatu, dlatego nie został wygłoszony, a
ja nie miałem z kim dyskutować.
Podczas Zjazdu dowiedziałem się, że od roku
1990 w medycynie sądowej i kryminologii zaczęto wdrażać
badania DNA i z tego powodu zaniechano wykrywania antygenów w
wydzielinach. Tylko naukowcy starej daty potrafią wykrywać
antygeny w wydzielinach, ale starzy naukowcy odchodzą na
emeryturę, a młode pokolenie naukowców nie zwraca uwagi na
wielkie znaczenie badań antygenów w wydzielinach. Ja chciałem
o tym powiedzieć na Zjeździe, ale mi nie pozwolono.
W tym miejscu chciałbym napisać coś, czego
na Zjeździe nie powiedziano o twórczości profesora dra hab.
n. med. Tadeusza Marcinkowskiego, którego poznałem w latach
80-tych w okresie stanu wojennego (dokładnej daty nie
pamiętam). Ja byłem wtedy żołnierzem zawodowym, szukałem
wiedzy o antygenach, które są w wydzielinach i dotarłem do
Zakładu Medycyny Sądowej w Szczecinie, gdzie prof.
Marcinkowski był kierownikiem tego Zakładu. Przyjął mnie
bardzo życzliwie, wysłuchał mojej hipotezy o możliwości
toksycznego działania ludzi na siebie za pomocą antygenów,
które są w pocie i w zapachu, co może być przyczyną wielu
chorób i śmierci nagłej zdrowych osób. Opowiedziałem
zaobserwowane przeze mnie wydarzenia. Prof. Marcinkowski
powiedział, że to jest teoretycznie możliwe, że należy
prowadzić badania takich przypadków i zachęcił mnie, abym go
odwiedzał. Od tej pory ja w terenie rozglądałem się za
przypadkami toksycznego działania ludzi, rozmawiałem z takimi
ludźmi, brałem od nich ślinę do badań, pytałem o grupy krwi i
o przebieg choroby. Woziłem tą ślinę do prof.
Marcinkowskiego, a On w tej ślinie wykrywał antygeny A, B i
H; z dokumentów grup krwi ustalał naturalne przeciwciała
anty-A i anty-B; zapoznawał się z historią choroby i na tej
podstawie dyskutowaliśmy o możliwości toksycznego działania
ludzi. W ten sposób przebadaliśmy około 100 osób, tworzyliśmy
statystykę. Hipoteza dla większości przypadków okazywała się
trafna, ale dość często napotykaliśmy przypadki, że ludzie
chorują, informują, że oni czują zjawisko toksycznego
działania ich organizmów, ale wyniki badania antygenów i
przeciwciał nie wskazywały, że te osoby mogą działać na
siebie toksycznie. Pomimo tych niepowodzeń profesor
Marcinkowski zachęcał mnie, abym nadal przynosił ślinę do
badań. No i nadeszły sukcesy, bowiem po zbadaniu dwóch
przypadków epilepsji u dzieci powiadomiłem rodziców tych
dzieci, że epilepsja może być powodowana toksycznym
działaniem antygenów, które są wydalane przez osoby z rodziny
tych chorych dzieci. Doradziłem aby tym chorym dzieciom
wyznaczyć osobne pokoje do spania, całe mieszkanie dobrze
wietrzyć przez otwarcie okien, a w dni bezwietrzne włączyć w
mieszkaniu wentylator. Chore dziecko powinno przebywać jak
najczęściej na świeżym powietrzu. No i stał się cud. Rodzice
zastosowali się do tych prostych rad i skończyła się
epilepsja. Później byliśmy świadkami uzdrowień ze
stwardnienia rozsianego, schizofrenii, jaskry, migreny...
Wystarczyła dobra wentylacja mieszkań i unikanie wdychania
zapachu niektórych "toksycznych" osób.
Profesor Marcinkowski zbadał przypadek
nagłej śmierci kobiety, Marioli P., która była zdrowa,
pracowała jako inżynier budowlany, ale przy swoim mężu
doznawała silnego pogorszenia samopoczucia i z tego powodu
kilka razy uciekła z domu, a w październiku 1987 r.
wystąpiła do Sądu w Słupsku o rozwód. Odbyły się dwie sprawy
rozwodowe, ale przed Sądem Mariola nie potrafiła wytłumaczyć,
dlaczego chce rozwodu. Jej mąż nie zgodził się na rozwód.
Decyzją Sądu w Słupsku z dnia 13 maja 1988 rozwodu nie
udzielono. Małżonkowie mieszkali w oddzielnych
mieszkaniach odległych o kilka kilometrów. Wieczorem 20 maja
1988 mąż odwiedził swoją żonę i po współżyciu żona zmarła.
Sąsiedzi nie słyszeli żadnych hałasów tej nocy, a ściany są
cienkie. Oskarżono męża o zbrodnię zabójstwa. Podczas
procesu jedna z koleżanek zeznała, że Mariola powiedziała
jej, że jeśli któregoś dnia nie przyjdzie do pracy do godziny
9 rano i coś z nią się stanie, to sprawcą będzie mąż. Inna
koleżanka zeznała przed sądem, że kiedyś Mariola jej
powiedziała, że jej mąż potrafi ją tak "bić", że
śladu obrażeń na ciele nie będzie. Podczas sekcji zwłok na
ciele zmarłej nie stwierdzono żadnych obrażeń, które by
mogły spowodować śmierć, ale medycy sądowi nie znają
przypadków śmierci z powodu uczulenia na antygeny (hapteny)
bliskiego człowieka i dlatego Sąd nie dał wiary zeznaniom
męża, którego uznano winnym zbrodni zabójstwa przez
uduszenie za pomocą poduszki, i skazano na karę 15 lat
więzienia. Mąż bardzo kochał swoją żonę i nie mógł się
pogodzić z wyrokiem. Po wyroku krzyczał: „Ja jej nie
zabiłem!” Strażnicy w więzieniu nie mogli sobie z
nim poradzić i dlatego przewieziono go do zamkniętego zakładu
psychiatrycznego, gdzie nie przyjmował żadnych leków,
pracował w kuchni jako starszy kucharz, a po dziewięciu
miesiącach pobytu w szpitalu psychiatrycznym ponownie
osadzono go w więzieniu. Przyczyna tej śmierci pozostała na
kilka lat zagadką. W roku 1992 sprawę tej śmierci zbadał
profesor Marcinkowski na podstawie dokumentów z sekcji zwłok
i dokumentów z procesu sądowego. Ekipa prowadząca śledztwo
bardzo starannie udokumentowała ten przypadek śmierci i
między innymi zbadano grupy krwi oraz antygeny rozpuszczone w
wydzielinach Marioli i jej męża. Zdaniem profesora
Marcinkowskiego Mariola P. mogła ulec silnej immunizacji
podczas skomplikowanych porodów i poronień i dlatego
mogła być silnie uczulona na antygeny (hapteny), które były w
pocie i w zapachu jej męża. To NIE była śmierć z powodu
uduszenia za pomocą poduszki. Swoją teorię o przyczynie
śmierci tej kobiety prof. Marcinkowski przedstawił podczas IX
Zjazdu Naukowego Polskiego Towarzystwa Medycyny Sądowej i
Kryminologii w Bydgoszczy 2--12.IX.1992r. i opublikował w
pracach wymienionych na końcu tej strony pod numerami 18 i
22. Publikacje profesora Marcinkowskiego są mało
znane, bowiem jest On skromny, unika rozgłosu. Na końcu mojej
strony internetowej wyróżniłem czerwoną czcionką listę
kilkudziesięciu prac [3-4, 6, 14-39] prof. Marcinkowskiego, w
których On stara się uwypuklić rolę kompleksów
immunologicznych (zlepów utworzonych z przeciwciał i obcych
rozpuszczalnych w wodzie antygenów), jako potencjalnych
czynników w etiologii i patogenezie następujących chorób:
reumatycznych, Alzheimera i Picka, stwardnienia rozsianego,
miażdżycy,
mikro-angiopatii cukrzycowej, padaczki, klasterowych bóli
głowy, nagłej śmierci uprzednio zdrowych noworodków (SIDS),
schizofrenii, zespołu nabytego upośledzenia odporności
(AIDS), raka, białaczki, skrobiawicy, encefalopatii
gąbczastej bydła, Creutzfelda-Jakoba – zachęcając do
badań w tym zakresie.
Prof. Marcinkowski do pierwszych miesięcy
2006 roku był zdrowym i aktywnym emerytowanym kierownikiem
Zakładu Medycyny Sądowej w Szczecinie. Codziennie przychodził
do pracy w Akademii Medycznej. Często zastawałem go jak przy
mikroskopie przeglądał jakieś preparaty. Moje wizyty u niego
były często przerywane, bo wzywano Go do pomocy w jakiejś
trudnej ekspertyzie, a jeden raz podczas mojej wizyty został
wezwany na sekcję zwłok i żeby nie przerywać naszego
spotkania zabrał mnie ze sobą. W ten sposób miałem możliwość
zobaczenia sekcji zwłok. Profesor Marcinkowski zgromadził
ogromne ilości rozmaitych książek i jest autorem i
współautorem ponad 786
opublikowanych prac. W roku 1990 ja założyłem prywatne
wydawnictwo książek i w latach 1991-2006 wydałem drukiem 138
książek Jego autorstwa -- każda książka w nakładzie około 200
egzemplarzy. On za te książki mi płacił, a potem On te
książki rozdawał za darmo swoim znajomym. Profesor
Marcinkowski na moją prośbę napisał opinię do kilku książek
mego autorstwa, przy czym podpisywał się pseudonimem „Tadeusz
Dobrosławski”, bowiem taki pseudonim On używał w
okresie okupacji (1939-1945), gdy był członkiem Armii
Krajowej, pracował w Szpitalu Ujazdowskim najpierw jako
sanitariusz, a potem jako lekarz-asystent, leczył też chorych
partyzantów i rannych w Powstaniu Warszawskim. W roku 2000
prof. Marcinkowski nauczył mnie wykrywania antygenów
(haptenów) i przeciwciał i za to wszystko jestem mu szczerze
wdzięczny.
Prof.
dr hab. nauk med. Tadeusz Marcinkowski zmarł 8
listopada 2011
Pochowany
w Poznaniu N 52 23' 07" E 16 49' 56"
 Fotografia
plakatu, który wykonałem specjalnie na Zjazd Medycyny Sądowej
i Kryminologii, ale organizatorzy zabronili mi go pokazać dla
uczestników Zjazdu.
Od 10 do 14 października 2007 byłem 5
dni na dwóch międzynarodowych konferencjach w Pradze, Czechy.
Pierwsza konferencja jednodniowa 10
października 2007 zorganizowana przez Czeskie Towarzystwo
Stwardnienia Rozsianego dla 600 osób z całego świata,
zainteresowanych SM. Jednodniowy pobyt na tej konferencji
razem z wyżywieniem był bezpłatny. Zaproszenie mógł otrzymać
każdy, kto wcześniej przez internet dokonał rejestracji. Ja
takie zaproszenie otrzymałem e-mailem po kilku minutach od
wysłania zgłoszenia. Wykłady były prowadzone w języku
angielskim przez najlepszych na świecie znawców SM. Ja miałem
ze sobą plakat w języku angielskim o przyczynie SM. Gdy tylko
jakiś wybitny znawca SM schodził z mównicy, to ja z moim
plakatem podchodziłem do niego, mówiłem o moim odkryciu i
pokazywałem plakat. Najczęściej po wymianie kilku zdań
rozstawaliśmy się, ale jeden znawca SM powiedział mi, że to
może zainteresować prezydenta ECTRIMS (Europejska
Komisja do Leczenia i Badań Stwardnienia Rozsianego). Tego
prezydenta nie było na tej jednodniowej konferencji, ale
następnego dnia w tym samym Centrum Kongresowym miał się
odbyć Kongres ECTRIMS, dlatego postanowiłem zostać w Pradze.
Podczas przerwy obiadowej, gdy szukałem miejsca przy stoliku,
usłyszałem: „O, z Polski!” Okazało
się że dostrzegła mnie pani Monika Filipowicz –
Sekretarz Generalny Polskiego Towarzystwa Stwardnienia
Rozsianego. Dałem jej ulotkę. Plakatu nie chciała oglądać.
Obiecała zainteresować się moją stroną internetową.
W
dniach od 11 do 14 października 2007 w Pradze odbył się 23
Kongres ECTRIMS 2007, zorganizowany przez Europejską
Komisję do Leczenia i Badań Stwardnienia Rozsianego.
Przyjechało ponad 5 tysięcy osób z całego świata. Z Polski
przyjechało 81 osób zajmujących się leczeniem SM, ale w tym
tłumie ludzi białych, czarnych i żółtych nie zauważyłem
nikogo z Polski, bo wszyscy mówili po angielsku. Przed
rozpoczęciem Kongresu poszedłem do Sekretariatu ECTRIMS i
powiedziałem, że odkryłem przyczynę SM i chcę rozmawiać z
prezydentem ECTRIMS-u, ale w sekretariacie poradzili mi abym
sam sobie go poszukał w ogromnym, czteropiętrowym Centrum
Konferencyjnym i dali mi plakietkę z moim nazwiskiem, i ta
plakietka uprawniała mnie do wstępu na tereny wystawowe
rozmaitych firm i organizacji związanych ze stwardnieniem
rozsianym. Byłem tam od rana do wieczora przez cztery dni.
Dostrzegłem najwybitniejszych neurologów na świecie, którzy
starają się wnieść postęp do leczenia SM. Niektórych
pamiętałem z poprzednich konferencji w Berlinie, Paryżu i
Brukseli. Tak jak na poprzednich konferencjach rozdałem
trochę ulotek i kopii publikacji [2,
5,
6],
ale odniosłem wrażenie,
że na tym Kongresie to nikogo nie interesuje. Mało kto
chciał oglądać mój plakat, który nosiłem ze sobą. Wszyscy
byli tak mocno przekonani, że przyczyna stwardnienia nie
jest znana, że nie chcieli słuchać, że jakiś samouk z
Polski odkrył przyczynę SM. Na Kongres do Pragi przyjechali
lekarze z całego świata, żeby dowiedzieć się o nowych lekach
na SM i zająć się sprzedażą tych leków, bo na handlu
lekami można zarobić na chleb z masłem. W Polsce lekarze
mało zarabiają, dlatego strajkują, szukają możliwości
zarobku. A ja naiwny poruszałem się w tym tłumie i zdawało mi
się, że znajdę kogoś zainteresowanego profilaktyką i
leczeniem SM bez lekarstw. Zadałem sobie pytanie: „A
co ten tłum profesjonalistów leczących stwardnienie
rozsiane będzie robił, jeśli wszyscy będą wiedzieli, że tej
chorobie można zapobiegać, można zatrzymać postępy i można
leczyć bez lekarstw?” Producenci
leków i handlarze lekami nie są zainteresowani profilaktyką
SM i leczeniem bez leków, bo wtedy nie zarobią na sól.
Dotrwałem do ostatnich godzin tego Kongresu.
Prezydenta ECTRIMS-u widziałem podczas przerwy w obradach, w
otoczeniu jego kolegów, ale do niego nie podszedłem, bo mi
się odechciało. Odwiedziłem wszystkie stoiska producentów
lekarstw i stoiska międzynarodowych organizacji związanych ze
stwardnieniem rozsianym. Rozmawiałem z wieloma osobami.
Zdobyłem cenne doświadczenie. Dowiedziałem się gdzie i kiedy
odbędą się następne konferencje na temat stwardnienia
rozsianego. Do domu z Pragi przywiozłem kilka kilogramów
prospektów, publikacji i najcenniejsze trofeum to książka
Howard'a Weiner'a: „Curing
MS - How Science is Solving the Mysteries of Multiple
Sclerosis" = „Leczenie SM – Jak
Nauka Rozwiązuje Zagadki Stwardnienia Rozsianego”,
wydana w roku 2004, 309 stron ISBN 0-609-60900-9. Howard
Weiner jest profesorem neurologiem, założycielem i
dyrektorem Centrum Stwardnienia Rozsianego i dyrektorem
Centrum Chorób Neurologicznych przy Brigham and Women's
Hospital w Bostonie, USA. W swojej książce napisał, że od
trzydziestu lat ma obsesję, bowiem usiłuje rozwiązać
tajemnicę stwardnienia rozsianego – tajemniczego
potwora, którego do tej pory nie udało się rozszyfrować.
Na stronie 95 prof. Weiner napisał,
cytuję: „Doctors like to
believe they are helping patients and patients like to
believe they are being helped, but both can be fooled.”
= „Lekarze
lubią wierzyć, że oni pomagają pacjentom i pacjenci lubią
wierzyć, że otrzymują pomoc, ale jedni i drudzy mogą ulegać
złudzeniom.” Opisał
historię rozwoju wiedzy o SM, jak tworzono i wprowadzano do
stosowania coraz to nowsze leki. W latach 70-tych były
dostępne tylko doustne sterydy albo dożylne
adrenocorticotropic hormone (ACTH). Jedno z kilku kontrolnych
badań SM wykazało, że pacjenci, którzy otrzymywali ACTH
zdrowieli szybciej w porównaniu do tych, którzy brali
placebo, ale nie wiadomo co się działo z tymi pacjentami po
opuszczeniu szpitala. Na stronie 95 prof. Weiner przytacza
słowa swego kolegi, cytuję: „Don't
let anyone die before you give them a shot of steroids.”
= „Nie pozwól nikomu
umrzeć bez podania sterydów.” Na
stronie 29 dr Weiner napisał, cytuję:
„...but people with the relapsing form of MS usually
recovered from an attack without any treatment.”
= „...ale
ludzie z rzutową formą SM zwykle zdrowieli bez żadnych
leków”. Na
stronie 31 opisał rozmowę ze swoim pacjentem, Saccone, który
po
przywiezieniu do szpitala
mógł chodzić tylko z pomocą dwóch
trzymających go osób. Pacjent był uprzednio zdrowy,
zaniepokojony swoim pierwszym rzutem choroby. W rozmowie z
tym pacjentem dr Weiner zapewniał go, cytuję: „The
body can naturally heal itself and the chances are excellent
that you'll recover from this attack.” = „Organizm
potrafi w sposób naturalny się wyleczyć i jest doskonała
szansa, że ty wyzdrowiejesz z tego rzutu.”
Następnego
dnia zbadano krew i płyn rdzeniowy u tego pacjenta. W płynie
rdzeniowym wykryto ponad 4 krotnie więcej limfocytów niż
normalnie oraz podwyższoną ilość przeciwciał (gamma
globulin). Nie stwierdzono żadnej infekcji wirusowej ani
bakteryjnej. Rozpoznano SM. Zaproponowano mu podawanie ACTH,
ale Saccone nie chciał obcych substancji w swoim ciele,
odmówił przyjęcia ACTH, postanowił spróbować
leczenia za pomocą ćwiczeń fizycznych (physical therapy). W
celu pomiaru postępów w leczeniu dr Weiner opracował
następujący sposób: pacjent miał przejść odcinek długości 25
stóp = 7,62 m, dr Weiner mierzył czas, a pozostali pacjenci
byli obserwatorami. Pierwszego dnia Saccone z pomocą
balkonika przeszedł 7,62 m w czasie 35 sekund. Następnego
dnia uzyskał ten sam czas przejścia, ale wykazał nieco lepszą
koordynację ruchów niż poprzedniego dnia. Trzeciego dnia
poprawa była oczywista -- z pomocą balkonika przeszedł 7,62 m
w czasie 18 sekund. Czwartego dnia uzyskał czas 15 sekund.
Piątego dnia przeszedł z pomocą laski w 10 sekund. W końcu
tygodnia został zwolniony ze szpitala. Opracowany przez dra
Weinera sposób pomiaru zdolności chodzenia został później
opublikowany i obecnie wielu neurologów na świecie stosuje
ten sposób pomiaru. Prof. Weiner w swoich rozważaniach z
tamtego odległego okresu napisał, cytuję ze strony 36: „It
also seemed to me that this was a disease that might be
relatively easy to treat.” = „Wydawało
mi się, że to była choroba, która mogła być stosunkowo łatwa
do leczenia." Jednakże
prof. Weiner nie zwrócił żadnej uwagi na fakt, że po
przywiezieniu do szpitala pacjent mógł wyzdrowieć bez leków
dlatego, że zmienił środowisko --- stracił kontakt ze źródłem
chorobotwórczych dla niego haptenów.
Na stronie 245
prof. Weiner napisał, że do tej pory żadne nowe leki
wprowadzane do leczenia SM nie spowodowały przełomu w
leczeniu tej choroby. Największym przełomem w zrozumieniu SM
i leczeniu tej choroby było wprowadzenie badań mózgu za
pomocą rezonansu magnetycznego (MRI) w celu monitorowania tej
choroby. Wyobraźmy sobie leczenie gruźlicy bez prześwietlania
klatki piersiowej w celu kontrolowania tej choroby. Nie
mogliśmy kontrolować pracy serca bez kardiogramu. Nie
mogliśmy poznawać odległych gwiazd bez teleskopu. Nie
mogliśmy poznawać mikrobów bez mikroskopu. Podobnie jest z
MRI. Nie mogliśmy poznawać SM ani wprowadzać nowych sposobów
leczenia bez oglądania obrazów mózgu uzyskanych za pomocą
rezonansu magnetycznego.
Prof. Weiner w swojej książce na stronie 35
napisał, cytuję: ,,Antibodies are much
smaller than T cells...” = „Przeciwciała
są znacznie mniejsze od limfocytów T...” --- W
tym miejscu chcę uzupełnić to zdanie. Otóż przeciwciało jest
zbudowane z atomów połączonych w łańcuchy, które mają kształt
litery Y. Rozpiętość „górnych” ramion
przeciwciała wynosi 15 nanometrów. Limfocyt ma średnicę
10.000 do 15.000 nanometrów, zatem maksymalne liniowe
rozmiary przeciwciała są tysiąc razy mniejsze od
limfocytów. Ponadto na
tej samej stronie 35 prof. Weiner napisał, cytuję: „To
date, no one had discovered an infectious agent in MS brain
or spinal fluid, though there had been numerous attemps.”
= „Do tej pory u chorych na SM nikt nie
odkrył czynnika infekcyjnego w płynie mózgowo rdzeniowym,
chociaż wielokrotnie próbowano.” --- W tym miejscu
chcę poinformować, że do tej pory szukano wirusów jako
sprawców SM. Wirusy są znacznie większe od przeciwciał. Dla
przykładu, powszechnie znany wirus HIV (human
immunodeficiency virus), który powoduje chorobę AIDS, ma
średnicę 120 nanometrów, a wirus ospy ma średnicę 250
nanometrów. Wirusy i przeciwciała można dostrzec w
mikroskopach elektronowych. Natomiast hapteny, które mogą
powodować SM, mają rozmiar około 2 nanometry, są kilkaset
razy mniejsze od wirusów i wielokrotnie mniejsze od
przeciwciał. Z powodu bardzo małych rozmiarów haptenów NIE
można wykryć w mikroskopach elektronowych, toteż nie należy
się dziwić, że do tej pory nie wykryto czynnika powodującego
SM. Książkę prof. Weinera przeczytałem od deski do deski.
Dużo z niej się dowiedziałem i mając tą wiedzę przygotowałem
się do udziału w następnej konferencji. Wysłałem też kilka
e-maili i jeden list polecony do prof. Howard'a Weiner'a, ale
nie odpisał. Milczenie jest złotem. Nie jeden się o tym
przekonał. W swojej książce na stronie 121 prof. Weiner
zacytował wypowiedź Houston'a Merritt'a kierownika Instytutu
Neurologicznego w Nowym Yorku: „If
you want to ruin your scientific career, publish something
positive on the treatment of multiple sclerosis.”
= „Jeśli chcesz zrujnować swoją naukową karierę,
opublikuj coś pozytywnego o leczeniu stwardnienia
rozsianego”.
Pierwsza międzynarodowa
Konferencja „POSTĘPY W NEUROIMMUNOLOGII KLINICZNEJ”
odbyła się w dniach 7-8 grudnia 2007 w Poznaniu. Głównym
organizatorem był prof. dr hab. med. Jacek Losy z Zakładu
Neuroimmunologii Klinicznej Katedry Neurologii Uniwersytetu
Medycznego w Poznaniu oraz Sekcja Stwardnienia Rozsianego
Polskiego Towarzystwa Neurologicznego. Głównym tematem
konferencji było stwardnienie rozsiane i choroby
autoimmuno. O tej konferencji dowiedziałem się podczas pobytu
na konferencjach w Pradze. Wysłałem do Organizatora
zgłoszenie mego udziału i skrócony opis plakatu o przyczynie
stwardnienia rozsianego. Moje zgłoszenie plakatu zostało
zaakceptowane. Byłem zwykłym uczestnikiem tej konferencji, na
którą przybyli uczestnicy z 22 państw. Słuchałem wykładów.
Mówcami byli naukowcy z Norwegii, Niemiec, Szwajcarii,
Szwecji, Polski, USA, Izraela, Wielkiej Brytanii, Holandii,
Francji, Włoch, Austrii i Portugalii. Każdy mówca informował
o znanych mu najnowszych sposobach leczenia stwardnienia
rozsianego i chorób autoimmuno. Wszystkie te metody leczenia
i najdroższe lekarstwa nie zatrzymują postępów stwardnienia
rozsianego, nie leczą, mają szkodliwe skutki uboczne, ale
według zapewnień producentów lekarstw, spowalniają postępy
choroby. Dla mówcy, który propagował interferony na
stwardnienie rozsiane zadano pytanie: „W jakim
stopniu te leki spowalniają postępy choroby?”.
Ten mówca powiedział, że trwają badania nad tym, w jakim
stopniu te leki spowalniają postępy choroby, ale na rezultaty
badań należy poczekać kilka lat. Jednocześnie ten mówca
poinformował, że w USA 80% chorych na stwardnienie rozsiane
bierze te najdroższe leki. W rozwiniętych krajach Unii
Europejskiej te leki bierze 32% chorych. Mówca powiedział, że
zaledwie 2,5% (dwa i pół %) chorych na SM w Polsce, czyli
1.600 osób w Polsce bierze te leki, które kosztują 10 tysięcy
USD rocznie na jednego pacjenta. Ten mówca powiedział, że
stosowanie tych leków wymaga dodatkowych kosztów dla lekarzy
nadzorujących podawanie tych leków, i że te dodatkowe koszty
są dobrodziejstwem dla lekarzy, którzy dzięki temu mają
zatrudnienie.
Wykonałem następujące obliczenia: 1.600 osób
w Polsce razy 10.000 USD = 16.000.000 (szesnaście milionów
USD) rocznie w Polsce wydawane jest na leki, które nie leczą
SM, ale mają szkodliwe skutki uboczne, dlatego lekarze muszą
we właściwym momencie przerywać podawanie tych leków i
ratować osoby, którym te leki zaszkodziły.
Zrobiłem drugie obliczenie: 16.000.000 USD :
60.000 chorych na SM w Polsce = 266,7 USD na jednego chorego.
Jeśli zrezygnować z kupowania tych leków przez jeden rok, to
za te pieniądze można kupić odczynniki do wykrywania
przeciwciał i antygenów (haptenów): A, B, H, I, Sda,
Lea, Leb u wszystkich (60 tysięcy)
chorych na SM i u członków ich rodzin, a ponadto zostaną
jeszcze pieniądze dla hematologów, którzy będą wykonywać
badania tych przeciwciał i antygenów (haptenów). W ten sposób
można będzie przyczynić się do przerwania postępów choroby u
wszystkich, czyli u 60.000 chorych na SM w Polsce i zapobiec
nowym zachorowaniom.
 Podczas
sesji plakatowej, która trwała 45 minut, autorzy 39 plakatów
stali przy swoich plakatach i dla osób zainteresowanych
udzielali wyjaśnień. Rozmawiałem z osobami oglądającymi mój
plakat. Wszyscy po raz pierwszy dowiadywali się o
haptenologii. To byli rzetelni znawcy medycyny, naukowcy,
którzy wiedzieli, że antygeny (hapteny) A, B, H, I, Sda,
Lea, Leb są w wydzielinach i nie
musiałem ich o tym przekonywać. Niektórzy fotografowali mój
plakat. Krytycznych uwag nikt mi nie zgłosił.
W tym miejscu chcę podziękować organizatorom
Konferencji za to, że pozwolili mi pokazać mój plakat i
skrócony opis tego plakatu opublikowano w książce Advances
in Clinical Neuroimmunology (Fundacja Uniwersytetu
Medycznego, Poznań, ISBN 978-83-925103-3-8), zawierającej
skróty przemówień i plakatów wystawionych na tej Konferencji.
III Kongres "Top Medical Trends"
= "Najważniejsze Trendy Medyczne" 13-15 marca 2009
r. w Poznaniu. Było tam cztery tysiące uczestników –
głównie lekarzy. Wykłady inauguracyjne wygłosili dwaj
światowej sławy naukowcy z USA: prof. Zenon Stęplewski
oraz prof. Hilary Koprowski, wynalazca szczepionki
polio, kandydat do Nagrody Nobla z 1960 roku, którego
uczestnicy Kongresu oklaskiwali na stojąco. Wykładowcami było
90 najlepszych z najlepszych znawców medycyny – głównie
konsultantów krajowych i wojewódzkich. Ja byłem zwykłym
uczestnikiem Kongresu. Kilka dni wcześniej zapoznałem się z
programem Kongresu i nazwiska prof. Stęplewskiego i
Koprowskiego wydały mi się znajome. Po głębokim zastanowieniu
przypomniałem sobie, że kilkanaście lat temu przeczytałem
pracę Stęplewskiego i Koprowskiego [41] o wynalezionym przez
nich prostym sposobie wykrywania haptenów Lewis, które
są w ślinie. W roku 1998 napisałem o ich pracy w mojej
książce [8] na stronie 53, powołałem się na wyniki ich badań,
umieściłem ich pracę w spisie literatury oraz napisałem list
do profesora Stęplewskiego, ale ten list wrócił do mnie z
adnotacją, że adresat już tam nie mieszka. Wtedy nie
przewidywałem, że po wielu latach spotkam się z profesorami
Stęplewskim i Koprowskim. Teraz, w roku 2009 przed Kongresem
TMT zrobiłem poszukiwania w moim domu i znalazłem pracę
Stęplewskiego i Koprowskiego [41], na której w roku 1996
zrobiłem ołówkiem podkreślenia i dopiski. Pierwszą stronę ich
pracy zamieszczam na:
http://www.haptens.republika.pl/images/steplewski.JPG
Zabrałem kopie ich pracy na Kongres do Poznania i tuż przed
konferencją prasową podszedłem do profesora Stęplewskiego, a
następnie do prof. Koprowskiego, poprosiłem o autografy na
ich publikacjach, krótko z nimi rozmawiałem i powiedziałem
im, że ich badania haptenów mają kapitalne znaczenie dla
NAUKI. Zarówno prof. Stęplewski jak i prof. Koprowski nie
spodziewali się, że ich praca może mieć kapitalne znaczenie.
Nie było czasu na dłuższą rozmowę, bo dziennikarze
przeprowadzali z nimi wywiady. Obaj poradzili mi abym po
Kongresie do nich napisał. Trudno zgadnąć, co może wyniknąć z
tego spotkania, ale w tym miejscu chcę napisać o kilku
liczbach 13, które mają związek z naszym spotkaniem. Otóż
profesorów Stęplewskiego i Koprowskiego spotkałem w Poznaniu
w piątek 13 marca 2009 r.
Od roku 1983, gdy wydano drukiem ich pracę o haptenach,
minęło lat 26 = 13 + 13.
Gdy profesorowie Stęplewski i Koprowski
opublikowali swoją pracę o haptenach, to ja wtedy szukałem
wiedzy o haptenach, ale o ich publikacji dowiedziałem się
dopiero w roku 1996, zatem czwarta liczba 13
wynika z różnicy lat 1996 – 1983.
Po Kongresie napisałem
e-maile do profesorów Stęplewskiego i Koprowskiego, ale
odpowiedzi nie otrzymałem.
VI Konferencja
POSTĘPY NEUROIMMUNOLOGII KLINICZNEJ
odbyła się w Poznaniu 18 czerwca 2009 r. Uczestnikami
byli głównie lekarze, którzy leczą stwardnienie rozsiane i
choroby neurologiczne. Na sali było 120 krzeseł --- wszystkie
miejsca zajęte. Ja byłem zwykłym słuchaczem wykładów. Przed
przyjazdem na tą Konferencję postanowiłem zmienić swoje
dotychczasowe zachowanie na konferencjach --- NIE propagować
haptenologii, NIE rozdawać ulotek i publikacji, tylko słuchać
wykładów. Konferencja odbyła się w nowoczesnym budynku z
klimatyzacją, ale po kilku godzinach w zamkniętej sali
wyczuwałem fetorek z ludzkich ciał. Podczas przerwy na lunch
otworzono drzwi i rozsunięto ścianki działowe, żeby lepiej
przewietrzyć salę. To wietrzenie klimatyzowanej sali
bardzo mi się podobało, bo według mojej teorii,
profilaktyka i leczenie SM polega na dobrym wietrzeniu
mieszkań. Sponsorami Konferencji było kilka firm
produkujących leki na SM. Firmy te miały tam swoje stoiska
informacyjne. Ponadto dostrzegłem stoisko informacyjne
Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego i tam pani
Monika
Filipowicz – Sekretarz Generalny Polskiego
Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego rozdawała publikacje i
plakaty o SM. Panią Monikę Filipowicz miałem okazję spotkać w
październiku 2007 podczas konferencji SM w Pradze, ale tam
NIE chciała oglądać mego plakatu o przyczynie SM. Teraz w
Poznaniu zgarnąłem z jej stoiska trochę publikacji. W zamian
NIC jej nie dałem, bo tak postanowiłem, chociaż w aucie
miałem przywiezione moje publikacje o haptenologii. Wykłady
podczas VI Konferencji były bardzo ciekawe. Dziewięciu
wykładowców przedstawiło swoją ogromną wiedzę praktyczną w
leczeniu stwardnienia rozsianego. Nic to, że przyczyna SM NIE
jest znana i żadne leki NIE leczą SM, ale lekarze chcą
pomagać ludziom chorym. W tym celu lekarze spotykają się
na konferencjach, dzielą się swoją praktyczną wiedzą o
leczeniu SM. Jeden z wykładowców ze Szczecina, prof. Andrzej
Potemkowski, który w leczeniu SM stosuje interferony, wykazał
wielką wiedzę o SM i postanowiłem z nim porozmawiać. Podczas
przerwy na lunch podszedłem do niego, ale powiedział, że
spieszy się na pociąg do Szczecina. Nie było czasu na
rozmowę.
Dnia 22 czerwca 2009 o g. 17:55 wysłałem
e-mail do prof. Andrzeja Potemkowskiego. --- Nie odpisał.
VII
Zjazd Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej odbył się w
Poznaniu 3-5 września 2009. Przed Zjazdem zapisałem
się na członka tego Towarzystwa i zgodnie z wymaganiami
organizatorów Zjazdu, wysłałem zgłoszenie mego wykładu
plenarnego, który zamierzałem wygłosić podczas Zjazdu. Tytuł
mego wykładu: "Hapteny A, B,
H, Lewis a, Lewis b --- ich znaczenie w medycynie rodzinnej".
Gdy przyjechałem na ten Zjazd, stwierdziłem, że mego nazwiska
NIE ma na liście mówców, ani NIE wydrukowano mego tekstu w
wydanym na Zjazd kwartalniku "Family Medicine &
Primary Care Review". W tej sytuacji słuchałem
wykładów, a podczas przerw podchodziłem do niektórych mówców
i próbowałem ich zainteresować haptenologią. Po Zjeździe, w
dniu 15 października 2009 o g. 10:33:45 otrzymałem telefon z
Towarzystwa Medycyny Rodzinnej we Wrocławiu, że moje
zgłoszenie na członka tego Towarzystwa nie zostało przyjęte.
Próbowałem wyjaśnić, co się stało z tekstem mego wykładu, czy
był w recenzji? Do tej pory nie otrzymałem żadnego
powiadomienia.
VII
Światowy Kongres Polonii Medycznej w Toruniu 24-26
czerwca 2010. O tym Kongresie dowiedziałem się z internetu.
Zdecydowałem tam jechać dlatego, że byłem na Pierwszym
Światowym Kongresie Polonii Medycznej w
Częstochowie 20-22 czerwca 1991 i sprzedawałem moje książki o
uczuleniu na antygeny człowieka. Tym razem po upływie 19 lat
od Pierwszego Kongresu Polonii Medycznej chciałem
przeprowadzić wykład i przedstawić plakat o haptenach. W
połowie lutego 2010 wysłałem do organizatorów VII Kongresu
skrót wykładu oraz plakatu i zapłaciłem za udział w
Kongresie. Przygotowałem komputerową prezentację wykładu i
duży plakat pt. "Uczulenie na człowieka".
Na Kongres
zamierzałem jechać moim oplem combi, w którym wymontowałem
prawy przedni fotel, rozłożyłem tylne siedzenia i uzyskałem
miejsce na dmuchany materac i śpiwór. W samochodzie mam
gazową kuchenkę do podgrzewania wody. Po podniesieniu tylnych
drzwi samochodu zawieszam pod tymi drzwiami foliową zasłonę i
uzyskuję "łazienkę" o powierzchni jednego metra
kwadratowego. Opel jest moim hotelem. Po przespanej nocy mogę
w "łazience" ogolić się, umyć od głowy do stóp,
przebrać w czyste skarpety, majtki, koszulę, garnitur.
Jednakże w przeddzień Konferencji mój opel wymagał badania
technicznego w celu dopuszczenia do ruchu po drogach.
Pojechałem na przegląd. Diagnosta wszedł do kanału, obejrzał
auto od spodu --- progi przeżarte przez rdzę. Diagnosta nie
dopuścił auta do jazdy. Czasu na wymianę progów nie było.
Zaryzykowałem i na Kongres pojechałem oplem. Po drodze
widziałem trzy patrole policji. Nie zatrzymali. Miałem
szczęście. Przed południem 23 czerwca 2010 zaparkowałem
samochód przy Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Po południu
pojawili się pierwsi uczestnicy Kongresu. Udałem się do
recepcji, otrzymałem torbę z materiałami kongresowymi oraz
plakietkę upoważniającą do wstępu na Kongres. Zajrzałem do
specjalnego wydania "Wiadomości Lekarskie", gdzie
były wydrukowane skróty wszystkich wykładów podczas VII
Kongresu oraz nazwiska wykładowców. Mego nazwiska tam nie
było. Sesji plakatowej nie było, zatem plakatu nie mogłem
pokazać. Tego się spodziewałem, bo celem VII Kongresu miała
być integracja środowiska lekarskiego niezależnie od miejsca
zamieszkania, a ja nie jestem lekarzem.
Wieczorem w
Katedrze Św. Janów odbyła się Msza Święta inauguracyjna i
koncert Chóru Lekarzy Olsztyńskich "Medici Pro
Musica", a następnie przed ołtarzem wykonano
pamiątkową fotografię uczestników VII Kongresu. O godzinie
20:30 w Piwnicy Artystycznej odbyło się spotkanie
internautów. Podczas spotkania poznałem kilka lekarek, w tym
dwie z Rosji. Pogadaliśmy przy piwie i dałem im ulotki o
haptenologii. Około godziny 22 piwnica zapełniła się
rozbawioną młodzieżą. Poszedłem spać do mego "hotelu".
Na Kongres
przybyło 421 lekarzy z dwudziestu krajów: Australii, Belgii,
Białorusi, Danii, Francji, Gruzji, Hiszpanii, Kanady,
Kazachstanu, Litwy, Mołdawii, Niemiec, Norwegii, Polski,
Rosji, Szwajcarii, Szwecji, Ukrainy, USA, Wielkiej Brytanii.
Wykład inauguracyjny przeprowadziła prof. Maria Siemionow,
Polka, która od 25 lat pracuje za granicą i w grudniu 2008
wykonała pierwszy w USA przeszczep twarzy. Wykład był bardzo
interesujący i chociaż językiem Kongresu był język polski, to
Maria Siemionow mówiła w języku angielskim, bowiem w
nowoczesnej (frontowej) nauce powstają nowe słowa, które nie
są jeszcze przetłumaczone na język polski. Inni Polacy
(wykładowcy) kilkadziesiąt lat żyjący za granicą mówili w
języku polskim, ale gdy brakowało im polskich słów, to
przechodzili na język angielski. Wykładów było dużo i
odbywały się na sześciu salach. Po wykładzie można było
zadawać pytania wykładowcom, natomiast podczas przerw można
było podejść do wybranych wykładowców, porozmawiać i ja z
umiarem korzystałem z tych możliwości. Jednakże nie ze
wszystkimi można było porozmawiać, bowiem ci najważniejsi
byli bez przerwy oblegani przez uczestników Kongresu. Ja od
pierwszego dnia Kongresu próbowałem porozmawiać z profesorem
Markiem Rudnickim, Przewodniczącym Komitetu Naukowego,
głównym organizatorem Kongresu. Profesor Rudnicki miał bardzo
dużo obowiązków do spełnienia i strasznie dużo interesantów.
Przez dwa dni "polowałem" na niego, żeby choć jedno
zdanie powiedzieć. Dopiero po zakończeniu drugiego dnia obrad
udało mi się do niego podejść. Powiedziałem, że chciałbym na
terenie Kongresu zawiesić plakat o haptenach. Zgodę
otrzymałem natychmiast. Następnego dnia rano (ostatniego dnia
Kongresu) zawiesiłem plakat na ścianie. Uczestnicy mogli go
zauważyć, podchodzili, fotografowali, rozmawiali ze mną.
Rozdałem kilkadziesiąt ulotek o tym plakacie. W podsumowaniu
stwierdzam, że na Kongresie dużo się dowiedziałem i zdobyłem
cenne doświadczenie. Fotki
z Kongresu --- kliknij. Plakat
--- kliknij.
Po zakończeniu
Kongresu pojechałem swoim dziurawym oplem do domu. Ruch na
drogach był duży i dostrzegłem cztery patrole policji
drogowej. Jeśli by mnie zatrzymali, to dziurawy samochód by
zabrali. Nie żałowałbym straty, bo na Kongresie byłem i
zadanie wykonałem.
Kongres
ECTRIMS 2010 w dniach 13-16 października 2010 w Goteborgu,
Szwecja był
zorganizowany przez European Committee for Treatment and
Research in Multiple Sclerosis = Europejski Komitet do
Leczenia i Badań Stwardnienia Rozsianego. To była największa
w świecie impreza, na którą przybyło 6300 (sześć tysięcy
trzysta) uczestników z 85 państw. O tym Kongresie
dowiedziałem się 10 miesięcy wcześniej. Postanowiłem tam być,
wystąpić jako mówca oraz przedstawić plakat o haptenach ---
przyczynie stwardnienia rozsianego. Zapoznałem się z
regulaminem tej imprezy i w ustalonych terminach zapłaciłem
za wstęp na Kongres i wysłałem do organizatorów ABSTRACT
czyli skrót mego przemówienia i plakatu. Poczyniłem
przygotowania do wyjazdu. Znalazłem sponsora, który zapłacił
za miejsce w hotelu. Wykonałem plakat oraz prezentację mego
wykładu przy użyciu komputera i projektora. Wykonałem remont
mego auta, które pomimo przebiegu ponad 300 tysięcy
kilometrów jest sprawne i zostało dopuszczone do ruchu.
W dniu 30
lipca 2010 z Sekretariatu ECTRIMS otrzymałem wiadomość:
<<Your
abstract has been reviewed by 3 independent reviewers and the
average grade was 0.66 (5 is the best). At the abstract
selection meeting the scientific committee rejected your
abstract.>> =
<<Twój
abstract (skrót) był oceniany przez trzech niezależnych
recenzentów i otrzymał ocenę średnią 0,66 (5 jest najlepsza).
Na zebraniu naukowego komitetu odrzucono twój abstract.>>
Napisałem do
organizatorów prośbę, żeby przysłali mi teksty komentarzy
sporządzonych przez tych trzech niezależnych recenzentów. W
odpowiedzi otrzymałem wiadomość: <<I
am sorry to inform you, but I don’t have a medical
option for your abstract. Normally reviewers indicate their
comments when reviewing, but unfortunately the 3, who graded
your abstract only gave us the grade.>>
= <<Jest
mi przykro, ale nie mam medycznej opinii twojego abstraktu.
Normalnie recenzenci piszą komentarze do recenzji, ale ci
trzej, którzy oceniali twój abstract dali nam tylko ocenę.>>
Na
podstawie tej odpowiedzi pomyślałem, że recenzenci nie mają
zielonego pojęcia o haptenach A, B, H, dlatego nie napisali
ani jednego słowa opinii.
Zgodnie z
regulaminem Kongresu w terminie do 02 sierpnia 2010 mogłem
wysłać abstract do wystąpienia ustnego i plakatu w sesji
"Late Breaking News" = "Przełomowe
doniesienia z ostatniej chwili". Ja
wykorzystałem tą możliwość i ponownie wysłałem ten sam
abstract do biura Kongresu i do trzech najważniejszych osób:
1) prof. Michael Clanet, 2) prof. Maria Trojano, 3) prof.
Jan Lycke. Napisałem im, że to jest naukowe odkrycie
przyczyny stwardnienia rozsianego i że ten abstract powinien
być dany do recenzji dla znawców haptenów. Podałem nazwiska i
adresy dwóch szwedzkich profesorów z Goteborga, którzy są
znawcami haptenów A, B, H, Lea,
Leb i publikowali o tych
haptenach w naukowych pismach medycznych. Po pewnym czasie od
wymienionych osób otrzymałem wymijające odpowiedzi.
Korespondencję mam w komputerze. Do ostatniej chwili
wierzyłem, że jak pojadę to porozmawiam z organizatorami i
pozwolą mi wystawić plakat.
Wieczorem 11
października 2010 ruszyłem autem z Goleniowa do Świnoujścia.
W przystani promowej auta ustawiają się w kolejce,
podjeżdżają do bramki. Kierowcy kupują bilety na prom albo
pokazują wcześniej zakupione bilety. Żadnej kontroli
paszportów nie ma. Po minięciu bramki wjechałem na prom m/f
Skania. Prom jest ogromny, ma kilka pokładów na samochody i
kilka pokładów dla pasażerów. Mnie skierowano na pokład
najniższy, na samym dnie promu. Ostatni odcinek drogi
wjazdowej do tego pokładu jest tak stromy, że z odległości
kilkunastu metrów zdawało mi się, że dojeżdżam do urwiska. Na
wszelki wypadek zatrzymałem się przed tym "urwiskiem"
zanim zdecydowałem zjechać pod pokład. Nigdy przedtem nie
podróżowałem promem. Wydawało mi się, że kierowcy i
pasażerowie podczas podróży przebywają w samochodach, dlatego
miałem w aucie rozkładane siedzenia, nadmuchiwany materac i
śpiwór, w którym zamierzałem spać przez ponad siedem godzin
podróży. Okazało się, że przedziały samochodowe są zamykane
na czas płynięcia, a pasażerowie samochodów obowiązani są
wyjść z aut i przejść na pokłady pasażerskie, gdzie można
kupić miejsce noclegowe w kabinie albo udać się do licznych
barów i sklepów wolnocłowych na zakupy po atrakcyjnych
cenach. Ja żadnych wydatków nie planowałem, dlatego udałem
się na górny pokład, gdzie były fotele lotnicze i pasażerowie
spali w tych fotelach albo kładli się na podłodze wyścielonej
grubym dywanem i spali w śpiworach. Po dopłynięciu do Ystad
pasażerowie udali się do swoich aut; panowie z obsługi
kierowali kolejnością wyjazdu. Moje stare auto jest sprawne,
ale obawiałem się, że silnik nie da się uruchomić albo silnik
zgaśnie na tak stromym wyjeździe na górny pokład. Jednakże
moje obawy okazały się przesadzone. W Ystad po zjechaniu z
promu na ląd nie było żadnej kontroli paszportów. Miałem w
aucie nawigację satelitarną i po kilku godzinach bez
problemów dojechałem do centrum Goteborga, gdzie sponsor
mojej wyprawy wręczył mi klucze do pokoiku w hotelu dla
studentów i pracowników uniwersytetu. W tym hotelu nie widać
żadnej obsługi. Jest to budynek podobny do naszego bloku
mieszkalnego. Podchodzi się do klatki schodowej, zbliża się
klucze do jakiegoś czujnika, otwierają się drzwi do klatki
schodowej, idzie się schodami do drzwi pokoju, otwiera się
zwykłym kluczem. Pokoiki są malutkie, jest łóżko, stół,
fotel, telewizor, gniazdko do internetu, pomieszczenie na
odzież, łazienka z prysznicem, a na samej górze klatki
schodowej jest maleńka kuchnia z dużą lodówką dla wszystkich
mieszkańców klatki schodowej. Ponadto w niektórych blokach na
dole są pralnie, gdzie mieszkańcy sami robią pranie w
automatycznych pralkach. Jest podziemny garaż do którego
klucze otrzymałem i tam zaparkowałem mój samochód. Wieczorem
przed spaniem przeszedłem się po okolicy. Goteborg jest
zbudowany na skałach, które miejscami pokryte są cienką
warstwą ziemi. Parkowanie aut na ulicznych parkingach w
Goteborgu, nawet daleko od centrum, jest płatne przez całą
dobę.
Po przespanej nocy
wykonałem rutynowe czynności: golenie, prysznic, ubrałem
garnitur i po kilkunastu minutach pieszej wędrówki byłem w
budynku gdzie odbywał się Kongres. Przyjęcie ponad 6 tysięcy
uczestników odbywało się w kilku okienkach bardzo sprawnie.
Pokazałem dowód opłaty za Kongres. Pani w okienku zeskanowała
kod kreskowy i po kilku sekundach z drukarki wyszedł kolorowy
identyfikator z moim nazwiskiem. Otrzymałem też pamiątkową
torbę z dokumentacją Kongresu, bilet uprawniający do
bezpłatnego korzystania ze wszystkich publicznych środków
transportu w Goteborgu oraz bilet wstępu na przyjęcie
powitalne w Skandynawskim Centrum Kongresowym.
Program Kongresu,
rozmieszczenie sal, tematy sesji, nazwiska najważniejszych
osób poznałem kilka tygodni wcześniej, bo te informacje były
opublikowane w internecie. Udałem się do biura Kongresu i w
okienku dla VIP-ów (very important persons = bardzo ważnych
osób) powiedziałem do młodej pani, że chcę rozmawiać z bardzo
ważną osobą, która może mi pozwolić na wystawienie plakatu o
przyczynie stwardnienia rozsianego. Panienka z okienka
zanotowała moje nazwisko i zatelefonowała do kogoś, a po
rozmowie z tym kimś oznajmiła, że mój plakat został odrzucony
przez komitet naukowy i pozwolenia na wystawienie tego
plakatu nie uzyskam. Zapytałem, z kim rozmawiała przez
telefon w tej sprawie, ale panienka odmówiła podania nazwiska
tej bardzo ważnej osoby. Dałem spokój tej panience, bo
wiedziałem, że VIP-ów spotkam za kilka godzin podczas
konferencji prasowej. Poszedłem zwiedzać ekspozycje przemysłu
farmaceutycznego, który produkuje leki na stwardnienie
rozsiane. Było tam dużo rozmaitych firm. Obsługa stoisk
zapraszała na poczęstunki ciastkami, cukierkami, sokiem z
pomarańczy, a na jednym dużym stoisku firmy produkującej
interferony częstowali rozmaitymi posiłkami. Zwiedzający
mogli brać sobie ze stoisk na pamiątkę rozmaite gadżety, np.
fikuśne długopisy w kształcie strzykawki do interferonów.
Osoby obsługujące stoiska zapraszały do zapoznawania się z
ich wyrobami, które można było oglądać na ekranach w trzech
wymiarach, za pomocą specjalnych okularów. Z dużego ekranu
przemawiała do przechodzących jakaś podobna do człowieka
strzykawka do interferonów i można było z tą strzykawką
rozmawiać na różne tematy. Wszystkie te bajery przyciągały do
stoisk uczestników Kongresu (głównie lekarzy), aby następnie
w indywidualnych rozmowach wciągać tych lekarzy do biznesu,
żeby zachęcali swoich pacjentów do używania tych leków i
przedmiotów. Wszyscy producenci leków mówią, że ich leki
spowalniają postępy stwardnienia rozsianego. Żadne leki nie
leczą i nie zatrzymują tej choroby. Wszystkie leki mają
szkodliwe skutki uboczne.
 O
godzinie 13:00 w niewielkim pomieszczeniu rozpoczęła się
konferencja prasowa, na którą przybyło kilku dziennikarzy. Za
stołem prezydialnym siedziały cztery bardzo ważne osoby,
które wcześniej wymieniłem, od lewej: prof. Ludwig Kappos,
prof. Maria Trojano, prof. Jan Lycke, prof. Michael Clanet.
Każda z tych osób powiedziała dziennikarzom o sprawach
będących tematem obrad Kongresu.
Gdy przyszła pora
na zadawanie pytań, to nastąpiła chwila ciszy i zdawało mi
się, że jeśli pytań nie będzie, to wszyscy się rozejdą.
Podniosłem rękę, pozwolono mi zabrać głos. Powiedziałem, że
jestem autorem hipotezy o przyczynie stwardnienia rozsianego.
Hipoteza była opublikowana w naukowych pismach medycznych.
Mam własne laboratorium i zbadałem 83 osoby ze stwardnieniem
rozsianym. Wyniki moich badań utwierdzają mnie w przekonaniu,
że odkryłem przyczynę stwardnienia rozsianego. Można tą
chorobę przewidywać, można zapobiegać i leczyć przez unikanie
środowiskowego czynnika chorobotwórczego. Powiedziałem, że po
konferencji chętnie porozmawiam z osobami zainteresowanymi.
--- Moje kilka zadań nie zainteresowało słuchających. Później
ze strony dziennikarzy padło kilka pytań do członków
prezydium. Po skończonej konferencji prasowej uczestnicy
zaczęli wychodzić. Podszedłem do wychodzących i wręczyłem im
ulotki, na których napisałem: <<I
found the cause of MS, predicting, preventing and curing.
Contact: Mr. Jerzy Grzeszczuk jerzygrzeszczuk@op.pl>>
= <<Znalazłem przyczynę SM, sposób przewidywania,
profilaktyki i leczenia. Kontakt: Jerzy Grzeszczuk
jerzygrzeszczuk@op.pl >> Jedna dziennikarka zadała
mi kilka pytań, na które odpowiedziałem. --- Poszła sobie, bo
ją to nie zainteresowało.
Po konferencji
prasowej przyczepiłem sobie do marynarki plakietkę, na której
napisałem: <<I know the cause
of MS. Ask me.>> = <<Ja znam
przyczynę SM. Zapytaj mnie.>> Z tą plakietką
chodziłem po terenie Kongresu między uczestnikami, podczas
przerw na kawę i posiłki, podczas zwiedzania stoisk
reklamujących wyroby farmaceutyczne, podczas sesji
plakatowych. Czasami ktoś na mnie spojrzał, przeczytał
plakietkę, uśmiechnął się i zapytał, czy to prawda? A wtedy
wyciągałem z kieszeni modele haptenów, przeciwciała
odpornościowego i fragmentu osłonki włókna nerwowego. Modele
były wykonane w skali 1:10 milionów. Na tych modelach
wyjaśniałem, jak obcy hapten przyczepia się do
odpornościowego przeciwciała, które w tym momencie staje się
autoprzeciwciałem i może przylepić się do własnej osłonki
włókna nerwowego albo do rozmaitych błon komórkowych i
spowodować ponad 150 chorób nazywanych chorobami autoimmuno.
Te modele wzbudzały spore zainteresowanie u moich rozmówców.
Naukowcy nie wiedzą jak się tworzą autoprzeciwciała,
natomiast moi rozmówcy po kilku minutach objaśnień rozumieli,
jak się tworzą autoprzeciwciała, jak zapobiegać chorobie i
jak leczyć SM oraz wszystkie choroby autoimmuno. Dawałem
rozmówcom mój adres mailowy; zachęcałem, żeby napisali, to
przyślę więcej informacji.
 Modele
haptenu, przeciwciała odpornościowego i fragmentu osłonki
włókna nerwowego.
Wieczorem 13
października od godziny 18:45 rozpoczęło się przyjęcie
powitalne w ogromnej hali sportowej zdolnej do pomieszczenia
ponad dziesięć tysięcy osób. Najpierw przemawiali VIP-owie, a
następnie sceną zawładnęli artyści. Przez kilka godzin
śpiewy, tańce, a przed sceną było lodowisko, na którym dzieci
jeździły na łyżwach i w takt muzyki robiły wygibusy i
piruety. Były stoiska z rozmaitą żywnością, owocami,
napojami, podawano kieliszki z niskoprocentowym winem. Każdy
brał sobie to, co mu smakowało. Wszyscy mogli się najeść do
syta, poprawić humor popijając wino i słuchając muzyki, która
była zbyt głośna i mogła uszkodzić słuch. Przy wysokich
stolikach zbierały się grupki osób. Chodziłem między tymi
stolikami, ale na widowni był półmrok, bo tylko scena była
oświetlona. Pomimo kiepskiego oświetlenia, moja plakietka
została zauważona i grupka młodych osób zaczęła czynić gesty
zachęcające mnie do rozmowy. Pogadaliśmy z pół godziny.
Pokazałem im modele haptenu, przeciwciała... Opowiedziałem im
kilka przypadków SM, które badałem. Zrozumieli. Obiecali
napisać do mnie.
W następnych dniach
14 i 15 października nadal włóczyłem się między uczestnikami
Kongresu. Na sale obrad wchodziłem rzadko, bo tam najczęściej
było mroczno i wszyscy byli wpatrzeni w mówców i w ekrany.
Czasem zachodziłem do pokoju dla prasy <<press room>>.
Zwykle było tam kilku bardzo zapracowanych, stukających w
laptopy dziennikarzy. Jeden raz nawiązałem rozmowę z takim
zapracowanym dziennikarzem, ale hapteny go nie
zainteresowały. Postanowiłem takich zapracowanych nie
zaczepiać. Jeden dziennikarz nic nie robił, tylko kręcił się
po press roomie, bo na kogoś czekał. Zagadnąłem go, pokazałem
moją plakietkę z napisem, że znam przyczynę SM. Powiedział:
<<You are a quack!>>
= <<Jesteś szarlatanem!>>, ale
pozwolił sobie wytłumaczyć na modelach, jak to hapten
przylepiony do odpornościowego przeciwciała tworzy
autoprzeciwciało. To zrobiło na nim wrażenie, zaczął zadawać
pytania. Zrobił sobie kserograficzne kopie moich publikacji i
plakatu, który zabroniono mi pokazać na Kongresie. Był
zadowolony z naszej rozmowy, a po rozstaniu spotkał mnie
przypadkowo na korytarzu, podszedł i rozmawialiśmy
kilkanaście minut. Gdy ja ludzi nie zaczepiam, ale oni sami
podchodzą i pytają, to z takich spotkań jestem najbardziej
zadowolony.
W nocy z 15 na 16
października 2010 nie mogłem zasnąć, bo za mało zrobiłem w
upowszechnianiu wiedzy o haptenach. Przed świtem, zanim
wstałem z łóżka, wpadłem na pomysł, żeby kupić miejsce na
wystawienie mego plakatu na terenie Kongresu. Organizatorzy
sprzedawali takie miejsca dla rozmaitych firm reklamujących
leki, dla firm sprzedających książki... 16 października 2010
rano podszedłem do okienka, gdzie sprzedawano miejsca na
reklamy. Powiedziałem, że chcę kupić jeden metr kwadratowy
powierzchni wystawowej aby pokazać mój plakat o haptenach ---
przyczynie stwardnienia rozsianego. Pani w okienku
przedzwoniła gdzieś, a następnie oświadczyła mi: <<Your
poster was rejected by organizers of this Congress>>
= <<Twój plakat został odrzucony przez organizatorów
tego Kongresu>> i ona nie może mi sprzedać miejsca
na wystawienie tego plakatu. Próbowałem przekonać panią z
okienka, do zmiany decyzji, ale ona wezwała swoją koleżankę i
obie przekonywały mnie, że nie pozwolą na wystawienie tego
plakatu. Miałem ze sobą składany pulpit, na którym mój Tato
rozkładał nuty do grania na puzonie, a ja ten pulpit
przerobiłem na stojak do zawieszenia plakatu. Zawiesiłem na
stojaku mój plakat, żeby tym paniom pokazać, co jest na tym
plakacie. Ale na widok tego plakatu dwie niewieście podniosły
jeszcze większe larum, że organizatorzy mi zabronili. Dalsza
dyskusja mogła się zakończyć awanturą i aresztowaniem, tak
jak to było z posłem Janem Rokitą na pokładzie niemieckiego
samolotu.
 Zachowałem
spokój i zrobiłem fotkę napisu, z nazwiskiem panienki
obsługującej to okienko. Następnie skierowałem obiektyw na
dwie niewieście, które odmówiły mi sprzedaży miejsca na
wystawienie plakatu, ale zanim ustawiłem ostrość, dwie
niewieście odwróciły się i oddaliły od okienka.
Kliknij
tu, aby zobaczyć plakat, którego zabronili pokazać
organizatorzy Kongresu.
Po
zakończeniu Kongresu wyszedłem przed budynek, w którym odbył
się Kongres. Na chodniku rozłożyłem stojak po moim Tacie i
zawiesiłem mój plakat, żeby go pokazać wychodzącym z
budynku uczestnikom Kongresu. Kilka osób zatrzymało się przy
tym plakacie, chwilę oglądali. Jakiś młody przypadkowy
przechodzeń powiedział, że jego wujek ma stwardnienie
rozsiane. Oddaliłem się od plakatu w celu zrobienia fotki,
ale powiew wiatru przewrócił stojak z plakatem. Wtedy ten
przechodzeń powiedział, żebym dał mu aparat, bo on ma taki
sam aparat i zrobi mi fotkę. --- Dałem mu aparat,
przytrzymałem plakat, żeby się nie przewrócił. No i zrobił
fotkę. Powiedziałem temu młodemu człowiekowi o haptenach i
dałem mój adres email, żeby napisał do mnie, to mu przyślę
więcej informacji. Po kilku dniach otrzymałem email od tego
młodego człowieka, który wykonał poniższą
fotografię. Jest nim Thomas Kruglowa Ph.D. student
Uniwersytetu Chalmers w Goteborgu.

Pierwsza
Międzynarodowa Konferencja Medyczna "Venous Endovascular
Forum" w Katowicach 3–4 marca 2011" O
tej Konferencji dowiedziałem się od prof. dra nauk med.
Mariana Simki, którego spotkałem w niezwykłych
okolicznościach podczas uprzednio opisanej konferencji w
Goteborgu. To było 15 października 2010 około godziny 16
przeglądałem wystawione tam około 900 plakatów o stwardnieniu
rozsianym. W pewnym momencie dostrzegłem profesora Marka
Freedmana z Kanady, o którym wiem, że jest jednym z
najbardziej znanych sługusów przemysłu farmaceutycznego i
należał do grona recenzentów, którzy zabronili mi wystawienia
plakatu podczas Konferencji w Goteborgu. Profesor Freedman w
towarzystwie swego kolegi rozmawiali z jakimś autorem
plakatu. Podszedłem do tych trzech osób, żeby posłuchać o
czym rozmawiają. Prof. Freedman był zdenerwowany i w ostrych
słowach potępiał działalność Autora tego plakatu. Ja nie
znałem tego Autora, który na piersi miał identyfikator ze
swoim nazwiskiem, ale ten identyfikator był odwrócony,
natomiast na plakacie były wymienione nazwiska kilku autorów.
Pomyślałem sobie, że tym krytykowanym przez Freedmana Autorem
plakatu może być albo Tomasz Ludyga albo Marian Simka, którzy
w Polsce wykonują zabiegi udrażniania żył szyjnych dla
chorych na SM. Prof. Freedman mówił, że jego pacjenci, którym
on poleca interferony, tysabri, fingolimod... porzucają to
leczenie i jadą do Polski na zabiegi udrażniania żył
szyjnych. Prof. Freedman straszył Autora plakatu, że oskarży
go przed jakimś międzynarodowym trybunałem.
--- Po odejściu prof. Freedmana pogadałem z
Autorem tego plakatu i powiedziałem mu, co ja myślę o
profesorze Freedmanie.
Autor tego plakatu powiedział mi, że podczas
tej konferencji słuchał wykładu jakiegoś sponsorowanego przez
przemysł farmaceutyczny mówcy, który przedstawił własne
rezultaty badań nad niedrożnością żył szyjnych u chorych na
SM. Według owego mówcy, niedrożności żył szyjnych u chorych
na SM występują rzadko, natomiast 84% pacjentów z SM nie ma
żadnych zaburzeń w przepływie krwi w żyłach szyjnych. Jako
dowód, ów mówca pokazał na ekranie obrazy uzyskane z badań
swoich pacjentów za pomocą dopplerowskiego ultradźwiękowego
urządzenia do wykrywania zaburzeń w przepływie krwi w żyłach
szyjnych. Autor plakatu powiedział mi, że na tych obrazach
ewidentnie było widać nienormalny przepływ krwi, natomiast ów
mówca wciskał słuchaczom ciemnotę, że ten przepływ jest
normalny, co świadczy, że ów mówca nie potrafi odczytywać
wyników swoich badań.
W tym miejscu chcę dodać, że po
Konferencji w Goteborgu został opublikowany pełny artykuł
owego mówcy i współautorów, którzy w konkluzji
napisali, że terapeutyczna procedura udrażniania żył szyjnych
jest niebezpieczna i nieuzasadniona w przypadkach SM. Na
końcu swego artykułu autorzy napisali, że za swoją robotę
otrzymują pieniądze
od następujących firm farmaceutycznych: Pfizer,
Guidotti, Sanofi-Aventis, Novartis, Bayer-Shering,
Merk-Serono, Biogen-Dompé Italy, Biogen-Elan, Novartis Farma.
Jak
z tego widać, autorzy
artykułu są pieszczoszkami farmacji. Podaję
link do tego artykułu:
http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/ana.22228/full
Kto chce niech czyta i samodzielnie odróżnia prawdę od
kłamstwa.
Autor plakatu
poinformował mnie, że przygotowuje w Katowicach
międzynarodową konferencję na temat udrażniania żył szyjnych
u chorych na SM.
Po kilku tygodniach w internecie dostrzegłem
ogłoszenie o tej planowanej konferencji, której głównym
organizatorem był prof. Marian Simka --- ten sam, którego
spotkałem w Goteborgu.
Pierwszy raz o udrażnianiu żył szyjnych dla
chorych na SM dowiedziałem się w dniu 21
listopada 2009. Ta wiadomość bardzo mnie zainteresowała.
Nawiązałem kontakt z pierwszym w Polsce chorym na SM
pacjentem, Ryszardem Wiercińskim, któremu dr Tomasz Ludyga
oraz dr Marian Simka wykonali zabieg udrażniania żył
szyjnych. Od tej pory prawie codziennie śledzę najnowsze
wydarzenia na forum:
http://www.ccsvi-ms.pl/forum/index.php?sid=f1ef9e3ddf9323af202da1fd790a4eac
Gorąco wszystkim polecam przeglądać to forum, bo tam mała
grupka chorych na SM zapaleńców wykonuje wielką robotę
---
zwalczają argumenty przeciwników nowego sposobu leczenia SM.
Pojechałem na tą Międzynarodową Konferencję do
Katowic, żeby lepiej poznać metodę opracowaną przez prof.
Paolo Zamboniego, który wprowadził do medycyny nazwę "chronic
cerebral spinal venous insufficiency" = "przewlekła
mózgowo rdzeniowa niewydolność żylna" (CCSVI) . Mówcami
byli pionierzy leczenia chorych na SM przez udrażnianie żył
szyjnych.
W pierwszym dniu Konferencji prof. Marian Simka
pokazywał na żywo jak On bada pacjentów za pomocą
dopplerowskiego ultradźwiękowego urządzenia do wykrywania
zaburzeń w przepływie krwi (reflux) w żyłach szyjnych. Za
pomocą tego urządzenia mierzy średnicę żyły w badanym
miejscu, szybkość przepływu krwi w mililitrach na sekundę i
ustala miejsca zaburzeń w przepływie krwi. Urządzenie to jest
używane do wstępnej oceny, czy u badanej osoby występuje
niedrożność żył szyjnych. Badanie jednego pacjenta trwa kilka
minut. Uczestnicy Konferencji oglądali na żywo i na dwóch
dużych ekranach jak prof. Simka zbadał ośmiu pacjentów.
Uczestnicy Konferencji zadawali pytania i otrzymywali
odpowiedzi. Badanie za pomocą dopplerowskiego urządzenia jest
proste i tanie, ale wymaga dużej wiedzy i doświadczenia w
posługiwaniu się tym urządzeniem. Przekonałem się, że prof.
Simka zna się na swojej pracy i dlatego wierzę jemu, że ten
mówca z konferencji w Goteborgu wciskał słuchaczom ciemnotę,
że u chorych na SM brak jest zaburzeń w przepływie krwi w
żyłach szyjnych.
Następnym mówcą był prof. Mark Haacke MD, PhD z
USA. Jest on dyrektorem Instytutu Badań Rezonansu
Magnetycznego w Wayne USA. Przedstawił wiedzę o najnowszych w
świecie urządzeniach diagnostycznych, które służą do
tworzenia obrazu wnętrza ciała za pomocą rezonansu
magnetycznego (MRI = Magnetic Resonance Imaging). Podczas
tego badania tworzony jest obraz naczyń krwionośnych oraz
tkanek. W najnowszych urządzeniach, które już istnieją, obraz
wnętrza organizmu można oglądać na ekranie w trzech wymiarach
(3D) za pomocą specjalnych okularów. Trwają prace nad
doskonaleniem tych urządzeń, które mają coraz szersze
zastosowanie w medycynie. Wykład prof. Haacke zrobił na mnie
ogromne wrażenie. Czułem się tak, jak na wycieczce w
przyszłość. Podaję dwa linki, które polecał prof. Haacke:
http://www.ms-mri.com/
http://guidance.nice.org.uk/IP/891
Poniżej jest fotografia zrobiona podczas wykładu prof.
Haacke.
Prof. dr n. med. Marian Simka z kliniki
EuroMedic w Katowicach mówił o tym, co wiemy i co nie wiemy o
chronicznej niewydolności żył mózgowo rdzeniowych.
Prof. dr n. med. Kirsty Duncan ---
członkini Parlamentu Kanady mówiła o swoich staraniach do
wprowadzenia metody udrażniania żył dla chorych na SM w
Kanadzie.
Prof. Mark Haacke z USA mówił o najnowszych
urządzeniach do obrazowania wnętrza organizmu za pomocą
rezonansu magnetycznego.
W panelu neurologicznym wystąpiło pięciu
zaproszonych na Konferencję polskich neurologów: 1) Krajowy
Konsultant ds. Neurologii prof. dr hab. n. med. Danuta
Ryglewicz, 2) prof. dr hab. n. med. Jerzy Kotowicz z
Doradczej Komisji Medycznej Polskiego Towarzystwa
Stwardnienia Rozsianego, 3) prof. Jacek Zaborski, 4) prof. dr
n. med. Konrad Rejdak, 5) dr n. med. Joanna Wojczal.
Wymienione osoby należą do bardzo dobrze zorganizowanej
grupy, która wywiera coraz większą presję na władze państwowe
i na Ministra Zdrowia, żeby zwiększyć wydatki na leczenie SM
za pomocą mocno reklamowanych przez farmację bardzo drogich
pseudo leków, które nie leczą SM, ale szkodzą tym chorym.
Jedynym "plusem" tych pseudo leków jest fakt, że
przynoszą wysokie zyski producentom, lekarzom i osobom, które
czynią hałas medialny i namawiają chorych na SM do brania
tych pseudo leków. Wypowiedzi wymienionych uprzednio osób
były bardzo wyważone. Żadna z tych osób nie krytykowała
metody udrażniania żył szyjnych u chorych na SM.
Po przerwie na kawę przemawiali:
Dr n. med. Ma'moon Hasan Al-Omari z
Jordanii opowiedział o swoich zabiegach udrażniania żył
szyjnych u ponad 250 pacjentów w Ammanie, Jordania.
Prof. dr n. med. Ivo Petrov z Bułgarii
mówił o swoich zabiegach udrażniania żył szyjnych u 495
pacjentów. Podkreślił znaczne polepszenie ukrwienia mózgu
natychmiast po zabiegu, co może być przyczyną natychmiastowej
poprawy samopoczucia po zabiegu. W zakończeniu powiedział, że
zabiegi udrażniania żył są bezpieczne, ale należy wprowadzać
innowacje w celu zapobiegania ponownej deformacji żylnej po
zabiegu oraz zakrzepicy po wprowadzeniu stentu do żyły.
Dr Vicas Gupta z Indii powiedział o
wstępnych rezultatach badań chorych na SM 18 pacjentów,
którym on wykonał zabiegi udrożnienia żył.
Prof. Cristian Schulte z Argentyny mówił o
rezultatach zabiegów udrażniania żył szyjnych u swoich 15
pacjentów z SM.
Prof. Thomas Cormac Gilhooly z Anglii mówił
w jaki sposób on gromadzi informacje o pacjentach, którym w
Anglii wykonano zabiegi udrożnienia żył.
Prof. Marian Simka z Katowic dokonał
przeglądu ankiet uzyskanych w 12 ośrodkach na świecie, gdzie
wykonują zabiegi udrożnienia żył. Procedura wykonywania tych
zabiegów jest różna w różnych ośrodkach i dlatego trudno jest
porównywać rezultaty. W chwili obecnej trudno jest
stwierdzić, czy CCSVI jest przyczyną SM albo tylko ma swój
udział w progresji choroby podczas gdy inny czynnik jest
odpowiedzialny za inicjację tej choroby.
Następnie zostały pokazane na żywo dwa zabiegi
udrażniania żył szyjnych u chorych na SM. Pierwszy zabieg
wykonał dr Tomasz Ludyga. Drugi zabieg wykonał dr Marek
Kazibudzki. Uczestnicy Konferencji oglądali te zabiegi na
dużych ekranach, zadawali pytania dla wykonawców i
otrzymywali odpowiedzi. Na mnie ten pokaz zrobił ogromne
wrażenie, porównywalne z wrażeniem jakiego wcześniej doznałem
21 lipca 1969 gdy oglądałem na żywo Neila Armstronga
spacerującego po Księżycu. Moim zdaniem pierwszy zabieg
udrażniania żył szyjnych u chorego na SM przejdzie do
historii medycyny, natomiast te zabiegi, które oglądaliśmy
podczas Konferencji w Katowicach są już wykonywane rutynowo.
Na świecie wykonano już ponad 12 tysięcy takich zabiegów. W
EroMedicu w Katowicach wykonano ponad jeden tysiąc zabiegów.
To są nadal pionierskie zabiegi. Prowadzone są obserwacje
osób po zabiegu, jednakże okres obserwacji tych osób nie
przekracza 6 miesięcy. Efektem tych pionierskich udrożnień
żył jest najczęściej poprawa zdrowia po zabiegu. Jednakże w
około 10% nastąpiło pogorszenie. Okazuje się, że początkowo
podczas tych zabiegów wkładano do żył stenty dla 40%
pacjentów. Stenty nie zawsze spełniły oczekiwania i były
powodem wielu komplikacji po zabiegu. Obecnie radykalnie
zmniejszono liczbę zakładanych stentów do żył. Natomiast
poszerzanie zwężonych odcinków żył przy użyciu wprowadzonego
do żyły balonika jest bezpieczne, jednakże po kilku
miesiącach od balonikowania dość często następuje zwężenie
żyły w tym samym miejscu. W takim przypadku ponownie
rozszerza się żyłę za pomocą balonika. Po balonikowaniu
następuje poprawa ukrwienia mózgu i ustępuje wiele objawów
chorobowych.
Podczas obserwacji tych dwóch zabiegów
przekonałem się, że zwężenia w żyłach rzeczywiście występują
i mogą utrudniać odpływ krwi z mózgu. Na ekranie widziałem
jak sonda z balonikiem jest przesuwana krętymi żyłami.
Potrzeba dużej zręczności, żeby doprowadzić sondę do miejsca
zwężenia. Lekarze wykonujący zabiegi mówili w języku
angielskim. W pewnym momencie dr Kazibudzki miał trudności w
prowadzeniu sondy po krętych żyłach. Nie mogąc sobie
poradzić, powiedział coś po polsku kuchenną łaciną, co
rozśmieszyło Polaków, natomiast cudzoziemcy tego nie
zrozumieli. Widziałem jak po dotarciu do miejsca zwężenia
żyły, nylonowy balonik był napełniany wodą pod ciśnieniem
narastającym do 15 atmosfer. Jest to ciśnienie 7 razy większe
od ciśnienia powietrza w oponie samochodu osobowego. Nie
należy obawiać się, że jeśli balonik pęknie to rozerwie żyłę,
bowiem balonik jest napełniany wodą, a nie powietrzem. Na
ekranie widać jak przy tym ogromnym ciśnieniu balonik
zwiększa swoją średnicę do maksymalnej. Początkowo balonik po
napełnieniu wodą wygląda jak dwa serdelki. Zwężony odcinek
żyły (serdelka) rozszerza się powoli, co wymaga czasu 5 do 15
minut. Po rozszerzeniu miejsca zwężenia żyły balonik
przybiera kształt podobny do kiełbaski. Po wypuszczeniu wody
z balonika wstrzykiwany jest do żyły płyn kontrastowy, który
na ekranie widać jak przemieszcza się w żyle, co świadczy o
udrożnieniu żyły. Jeśli zwykły balonik nie jest w stanie
rozszerzyć zwężonego odcinka żyły, to używa się balonika o
większej średnicy albo cutting balloon. Jest to
balonik, który rozprężając się robi delikatne nacięcia
wewnątrz zwężonego odcinka żyły. Takie nacięcia nieznacznie
osłabiają żyłę i pozwalają na zwiększenie średnicy żyły. Dr
Tomasz Ludyga powiedział, że obecnie stosowane metody
leczenia są nadal dalekie od doskonałości.
Zaproszonym na Konferencję gościem z Austrii
był dr
Franz Alfons Schelling, który w roku 1978 opublikował w
naukowym piśmie pracę o niedrożności żył odprowadzających
krew z mózgów chorych na SM. Po wydrukowaniu tej publikacji
dr Schelling był wyśmiewany przez niektórych lekarzy i
zwolniony z pracy. Potrzeba było 30 lat, żeby jego praca
została doceniona i wdrożona do stosowania. Przed Konferencją
w Katowicach ja wiedziałem już dość dużo o doktorze
Schellingu. Pierwszy raz spotkałem go w windzie, natychmiast
go rozpoznałem i przywitałem się z nim. Drugi raz podczas
przerwy w obradach krótko z nim rozmawiałem, a trzeci raz dr
Schelling usiadł na krześle obok mnie i objaśniał mi wykonany
przez niego rysunek, jak krew odpływa z mózgu. Poniżej jest
fotografia tego rysunku. U góry widać palec dra Schellinga.
 Po
zakończeniu Konferencji wieczorem 4 marca 2011 był koncert i
obiad dla uczestników. Wszyscy mówcy otrzymali czapki
górnicze od Wojewody Śląskiego. Dr Schelling wprawdzie nie
był mówcą, ale też otrzymał czapkę górniczą i w tym momencie
widziałem wielką radość na twarzy dra Schellinga.
W
podsumowaniu moich wrażeń z tej Konferencji stwierdzam, że
teoria CCSVI jest postępowa, sprawdza się w praktyce i
dlatego teoria CCSVI zagraża interesom producentów i
dystrybutorów pseudo leków, które modulują (psują) układ
odpornościowy. Najwyższy czas skończyć z modulacją (psuciem)
układu odpornościowego.
--- Jestem przekonany, że po obaleniu fałszywej
teorii o rzekomej usterce układu immunologicznego, nadejdzie
czas na wdrożenie teorii o haptenach, które w moim
przekonaniu są czynnikiem wywołującym CCSVI, SM i wszystkie
(ponad 150) choroby autoimmuno (nielogiczne).
Teoria o haptenach ma ścisły związek z teorią
żylną, bowiem pierwsze eksperymenty w probówce z krwią
jednego człowieka i z powietrzem wydychanym przez drugiego
człowieka robiłem w roku 1982. Opis eksperymentów zamieściłem
w kilku wydaniach moich książek. Pod
tym linkiem jest fragment strony 76 z mojej książki [8] z
opisem tych eksperymentów. W owym czasie moja wiedza o
antygenach, które są w wydzielinach, była w powijakach. Nie
potrafiłem poprawnie wytłumaczyć wyników tych eksperymentów,
jednakże wtedy otrzymywałem
w probówce hemaglutynację bierną = ang. passive
haemagglutination czyli zlepianie erytrocytów w gromadki.
Ponadto w probówce otrzymywałem niekiedy hemolizę (pękanie
zlepionych erytrocytów). Hemoliza jest następstwem
hemaglutynacji --- po pewnym czasie od zatkania naczyń
włosowatych zlepione erytrocyty pękają pod działaniem białek
dopełniacza (C1-C9) i przepływ krwi zostaje wznowiony.
To były bardzo ważne spostrzeżenia, które
dowodzą, że podczas oddychania obcymi haptenami, erytrocyty
mogą ulegać zlepianiu w gromadki po 2, 3, 4 i więcej
erytrocytów w gromadce. Jeśli w organizmie pojawiają się duże
ilości zlepionych erytrocytów, to takie zlepy zatykają
przepływ krwi w naczyniach włosowatych mózgu. Wzrastają opory
przepływu krwi przez mózg. Pojawia się niedokrwienie tkanki
mózgowej oraz objawy identyczne jak podczas przetaczania krwi
źle dobranej: senność,
mdłości, nudności, niepokój, zaburzenia nerwowe, otępienie
umysłowe, halucynacje, zaburzenia wzrokowe, dreszcze,
zaburzenia w układach krążenia, trawienia, i oddechowym, bóle
lędźwiowe, wzrost temperatury, uczucie ściskania gardła,
drętwienie rąk i nóg...
Serce z jednej strony tłoczy krew tętnicami do
mózgu, a z drugiej strony przez żyły serce wysysa krew z
mózgu. Jeśli bardzo dużo naczyń włosowatych w mózgu zostanie
zatkanych, to podciśnienie w żyłach powoduje deformację żył
(zwężanie). Na temat hemaglutynacji biernej i teoretycznej
możliwości spowodowania nagłej śmierci uprzednio zdrowych
noworodków w przedziale wieku 3-5 miesięcy i osób dorosłych
opublikowałem w Medical
Hypotheses [5], natomiast
w tym miejscu podaję link do strony 526 tej publikacji, gdzie
są zawarte ryciny ułatwiające zrozumienie mechanizmu
zatykania przepływu krwi w naczyniach włosowatych podczas
oddychania obcymi haptenami:
http://www.haptens.republika.pl/images/lewismaly.TIF
Ponadto obce
hapteny we krwi mogą brać udział w chemicznym niszczeniu
naczyń krwionośnych, zastawek, osłonek włókien nerwowych i
wielu innych miejsc organizmu. W tym miejscu podaję link do
najnowszego plakatu o haptenach:
http://www.haptens.republika.pl/images/hapteny.pdf
a tu link do plakatu w języku angielskim:
http://www.haptens.republika.pl/images/haptens.pdf
20. VII
Konferencja POSTĘPY NEUROIMMUNOLOGII KLINICZNEJ odbyła
się w Poznaniu 06 czerwca 2011. Pojechałem tam dlatego, że od
dawna staram się zainteresować neurologów teorią o haptenach.
W tym celu jeździłem na konferencje neurologów w lipcu 2003,
wrześniu 2003, marcu 2006, maju 2007, październiku 2007,
grudniu 2007, czerwcu 2009, październiku 2010.
Tym razem na
konferencję przyjechało 70 słuchaczy i 10 wykładowców.
Pierwszym mówcą był prof. Andrzej Potemkowski, który mówił o
faktach i mitach w przewlekłej niewydolności żylnej (CCSVI).
Mówca wyraził zaniepokojenie z powodu wielkiego
zainteresowania chorych teorią CCSVI. Przedstawił na ten
temat swoje poglądy, zgodne z poglądami profesora Marka
Freedmana z Kanady, który jest jednym z najbardziej znanych
sługusów przemysłu farmaceutycznego i należał do grona
recenzentów, którzy zabronili mi wystawienia plakatu podczas
Konferencji w Goteborgu.
Niepokój prof.
Potemkowskiego wynika z powodu propagowania wiadomości o
wykonanych w Polsce 1500 zabiegach, po których większość
pacjentów zaobserwowało pozytywny wpływ na niwelowanie
negatywnych objawów stwardnienia rozsianego. Ponadto prof.
Potemkowski jest zaniepokojony faktem, że niektórzy jego
koledzy neurolodzy zaczynają dostrzegać niezwykle pozytywne
efekty zabiegów CCSVI. Powiedział, cytuję: "
Muszę powiedzieć, że mieliśmy również presję jednego z
naszych kolegów, który chciał przedstawić wyniki 3
miesięcznych obserwacji niezwykle pozytywnych. Pan doktor
Losy ani ja myśmy się na to nie zgodzili. Uważałem to po
prostu z punktu widzenia etyki lekarskiej, że jeżeli patrzymy
na uzasadnienie moralne, kwestie korzyści, na etykę cnót w
etyce medycznej --- katalog cnót lekarskich --- trzymanie w
ryzach swoich korzyści, intelektualna uczciwość, to niestety
nie może..."
Prof. Potemkowski nie ujawnił nazwiska swego kolegi
neurologa, który chciał przedstawić wyniki 3 miesięcznych
obserwacji po zabiegach CCSVI, niezwykle pozytywnych, ale mu
nie pozwolono. Jednakże ja ustaliłem, że tym neurologiem jest
prof. dr hab. n. med. Jerzy Kotowicz, drugi
wiceprzewodniczący Doradczej Komisji Medycznej Polskiego
Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego. W tym miejscu wyrażam
mój szacunek dla prof. Kotowicza, za jego odwagę w
propagowaniu zabiegów CCSVI.
Pozostali
mówcy dzielili się swoją wiedzą medyczną. Podczas przerw na
kawę i lunch krótko rozmawiałem z ośmioma uczestnikami
konferencji, poinformowałem ich o teorii haptenowej i dałem
im plakaty
na kartce A4.
Konferencja była
sponsorowana przez firmy: MERCK SERONO, NOWARTIS, Baxter,
EUROIMMUN, IMMUNI, które miały tam stoiska z gratisami i
reklamami. Ponadto program konferencji był wydrukowany na 15
stronach w formacie A4 i zawierał 4 strony reklamujące firmy
farmaceutyczne. Z ciekawostek wymienię, że piękny obrazek
reklamujący Rebif (interferon beta-1a) zajmował 2/3 strony
A4, natomiast pod tym pięknym obrazkiem, drobniutkimi
literkami, trudnymi do odczytania przy użyciu szkła
powiększającego, są wydrukowane informacje o tym preparacie i
o jego szkodliwym działaniu. Na następnej kartce A4 jest
piękny obrazek z reklamą GILENYA (fingolimod), a na drugiej
pełnej stronie A4 tego pięknego obrazka drobniutkimi
literkami, trudnymi do odczytania, są wydrukowane szczegółowe
dane o tym preparacie i o jego szkodliwym dla zdrowia
działaniu.
Jestem przekonany,
że chorzy na SM wierzą swoim sponsorowanym przez firmy
farmaceutyczne lekarzom (dilerom pseudo leków) i nie czytają
informacji o tych pseudo lekach, bo gdyby wiedzieli o
szkodliwym działaniu tych pseudo leków, to by wrzucili je do
klozetu i szerokim łukiem omijali lekarzy, którzy polecają te
świństwa swoim pacjentom.
Z Konferencji w
Poznaniu wyjechałem bardzo zadowolony, bo zdobyłem najnowszą
wiedzę neurologiczną, o czym świadczy przyznany mi CERTYFIKAT
UCZESTNICTWA na którym jest pieczęć Uniwersytetu im. Karola
Marcinkowskiego w Poznaniu i podpis prof. dra hab. med. Jacka
Losy, który przyznał mi 6 punktów edukacyjnych za udział w
tej Konferencji.
* * *
Od wielu lat staram się przekazać moją wiedzę
naukowcom podczas międzynarodowych konferencji. W roku 2005 w
internecie zobaczyłem wiadomość,
że Australijskie Towarzystwo Stwardnienia Rozsianego w
Sydney 29-31 marca 2006 roku organizuje Międzynarodową
Konferencję „Prevention
Possibilities in Multiple Sclerosis” (Możliwości
Profilaktyki Stwardnienia Rozsianego), że szukają mówców.
Pomyślałem sobie, że ta Konferencja jest właściwym miejscem
do prezentacji moich wyników badań. Zgodnie z wymaganiami
organizatorów Konferencji w Sydney wysłałem im skrót mego
przemówienia, które zamierzałem wygłosić na Konferencji.
Poinformowałem ich, że dwie moje prace z tego tematu uzyskały
dodatnie oceny recenzentów i były opublikowane w angielskich
pismach medycznych [2, 5], a wcześniej moją pracę [1]
opublikowano w rosyjskim piśmie wydawanym przez Akademię Nauk
ZSRR. Organizatorzy Konferencji w Sydney zawiadomili mnie, że
dali moją pracę do niezależnej recenzji (independent
peer review), a następnie w dniu 1 grudnia 2005 r.
otrzymałem wiadomość, cytuję:
<<Dear Jerzy,
Thank you for your interest in the Prevention Possibilities in
Multiple Sclerosis (ms06) conference, 29 – 31 March
2006, and for submitting an abstract for independent peer
review. Abstract selection is now finalised. Unfortunately,
your abstract was not selected for paper or poster
presentation by the review panel...>>
= <<Drogi Jerzy, Dziękuję za zainteresowanie konferencją
"Możliwości Profilaktyki Stwardnienia Rozsianego"
29-31 marca 2006, i za przysłanie skrótu do niezależnej
recenzji. Selekcja jest już dokonana. Niestety, twój skrót nie
został wybrany przez recenzentów do prezentacji pisemnej albo
plakatowej...>>
Koniec cytatu. Na całym świecie profesorowie
i lekarze uznawani za autorytety medyczne rozpowszechniają
wiadomości, że przyczyna stwardnienia rozsianego NIE jest
znana. Ja wiem z internetu, że producenci lekarstw sponsorują
organizatorów konferencji po to, aby zrobić reklamę swoich
"leków". "Niezależna recenzja",
której poddano moje zgłoszenie, wcale NIE jest niezależna, bo
ci recenzenci są sługusami producentów leków i pewnie dlatego
mnie nie dopuszczają do głosu na konferencjach. Traci na tym
2,5 miliona ludzi na świecie chorych na stwardnienie rozsiane.
Także w Polsce władze Polskiego Towarzystwa Stwardnienia
Rozsianego (PTSR) nie są zainteresowane moimi wynikami badań.
Władze PTSR proszą ludzi chorych na SM aby podpisali APEL do
Ministra Zdrowia w Polsce, żeby dał pieniądze na "leki",
które nie leczą SM, nie są lepsze od placebo, mają szkodliwe
skutki uboczne, ale jedyną ich "zaletą"
jest to, że są bardzo drogie (dziesięć tysięcy USD rocznie na
jednego pacjenta). Minister
Zdrowia zwrócił się do Agencji Oceny Technologii Medycznych o
ocenę dotychczasowych sposobów leczenia SM i na podstawie
tej oceny Prezes
Narodowego Funduszu Zdrowia wydał zarządzenie wstrzymujące
finansowanie jednego z bardzo drogich ale bezwartościowych
leków na SM. Na tą słuszną decyzję władze PTSR
zaprotestowały i 16 maja 2008 swoje roszczenia skierowały do
Rzecznika Praw Obywatelskich i Trybunału Konstytucyjnego. Te
roszczenia okazały się tak silne, że przywrócono
finansowanie tego bezwartościowego preparatu. „Tonący
brzytwy się chwyta”, ale tak być nie powinno, bowiem SM
można przewidywać, zapobiegać, przerwać postępy choroby i
leczyć bez leków. Od dawna uważam, że osoby odpowiedzialne za
zdrowie społeczne powinny zainteresować się poruszonymi tu
sprawami, dlatego w dniu 31 grudnia 2005 roku wysłałem do
Ministra Zdrowia następujący list:
 Minęło
pięć lat od wysłania powyższego listu. W odpowiedzi otrzymałem
podziękowanie z Ministerstwa Zdrowia, gdzie nadal źle się
dzieje, bo lekarze strajkują, brakuje pieniędzy na pensje dla
pracowników służby zdrowia i na leki. Zbigniew Religa już nie
żyje. Zorganizowane grupy ludzi nadal wywierają
naciski na nowego ministra zdrowia, żeby 13 krotnie (do
poziomu Unii Europejskiej) zwiększyć wydatki na najnowsze
leki, które wcale nie leczą SM. Ja nadal jestem przeciwny
wydawaniu pieniędzy na te rzekome lekarstwa, bo zebrałem
dowody, że SM można przewidywać, zapobiegać i leczyć bez
lekarstw.
W dniu 17 marca 2008
wysłałem list polecony do nowego Ministra Zdrowia, Ewy Kopacz.
Urzędnicy w Polsce mają obowiązek odpisać na listy w terminie
do 30 dni od otrzymania. Wiem, że każdy Minister Zdrowia jest
bardzo zapracowany i dlatego odpowiedź na mój list otrzymałem
od Dyrektora Departamentu Nauki i Szkolnictwa Wyższego z
Ministerstwa Zdrowia, Romana Danielewicza, który po pięciu
miesiącach od wysłania mego listu, w dniu 19 sierpnia 2008
napisał mi cytuję:
„W odpowiedzi na
Pana pismo w sprawie problematyki badań klinicznych nad
stwardnieniem rozsianym oraz metodami leczenia pacjentów na
SM, uprzejmie dziękujemy za zainteresowanie się tą
problematyką i losem pacjentów dotkniętych chorobą SM w
Polsce. Jednocześnie proponujemy, by rozważył Pan
opublikowanie wniosków i obserwacji klinicznych związanych z
chorobą SM na łamach profesjonalnego czasopisma naukowego, jak
m.in. Medical Hypotheses lub Neurologia i Neurochirurgia
Polska, co pozwoliłoby na ich popularyzację i weryfikację na
szerokim forum naukowym.”
Bardzo dziękuję za tą odpowiedź, bo nic nie
wiedziałem o redakcji Neurologii i Neurochirurgii Polskiej. W
dniu 23 lutego 2009 wysłałem artykuł do tej redakcji, ale w
dniu 6 marca 2009 redaktor naczelny zawiadomił mnie, że nie
opublikuje.
Nie będę wysyłał mojej pracy do redakcji
Medical Hypotheses, bowiem ta redakcja już opublikowała dwie
moje prace [2]
i [5]
o chorobach powodowanych haptenami. Ponadto w Medical
Hypotheses w latach 1996 i 1998 opublikowano z tego samego
tematu dwie prace prof. dra hab. med. Tadeusza Marcinkowskiego
o
możliwościu profilaktyki stwardnienia rozsianego [6] i
choroby
Alzheimera i Picka [4]. Te publikacje trudno jest dostrzec
w ogromnej ilości naukowych publikacji. Mój nauczyciel,
magister inżynier dyplomowany Szymon Płyszewski (1914-1988)
napisał, cytuję: „Ludność
świata krocząc naprzód tworzy dziennie 2,5 miliona dokumentów
naukowych, jednak różne narody z mniejszym lub z większym
opóźnieniem integrują naukę z praktyką. Szybkość integracji
nauki z praktyką decyduje o postępie, rozwoju albo o stopniu
zacofania.”
Od wielu lat w internecie na
stronie oraz na
stronie są opublikowane dwa listy otwarte dr Joanny
Woyciechowskiej do zmieniających się Ministrów Zdrowia, żeby
nie dawali pieniędzy na drogie leki na SM. Dr Joanna
Woyciechowska jest neurologiem, współzałożycielką Polskiego
Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego, przez wiele lat pracowała
w USA przy badaniach skuteczności interferonów dla chorych na
SM. W swoim liście otwartym dr Woyciechowska uzasadniała,
dlaczego interferony nie są warte stosowania. Ponadto o
nieskuteczności i o szkodliwości interferonów opublikowano na:
http://www.delfin.w3.alpha.pl/www/articles.php?cat_id=1
.
Do podobnych wniosków o NIEskuteczności
interferonów doszli inni niezależni naukowcy. W piśmie TIMES z
dnia 05 marca 2003 r. został opublikowany artykuł, którego
autorem jest Jerome Burne, zatytułowany "Doubt has
been cast on the causes of multiple sclerosis" =
„Zwątpienie zostało rzucone na przyczyny stwardnienia
rozsianego”. Autor cytuje uwagi kilku
angielskich i amerykańskich naukowców na temat interferonów.
Jeden z nich, profesor Peter Behan neurolog z Galsgow
University utrzymuje, że efektywność beta interferonu okazała
się nie lepsza niż placebo. Jerome Burne napisał, że dwa inne
niezależne badania niedawno opublikowane, jedno w BMJ i drugie
w The Lancet także podważają zasadność stosowania
interferonów. Dr Abhijit Chaudhuri i Profesor Behan z
Uniwersytetu w Glasgow wyjaśniają dlaczego nie podają swoim
pacjentom interferonów, cytuję: "Even so, if that
stopped your decline it might well be worth it. But it
doesn't" = „Jeśli by interferon zatrzymywał
skłonność do choroby, to by wart był stosowania. Ale on nie
zatrzymuje”.
Dnia 28 lutego 2008 Dziennik
The New York Times opublikował w internecie, że lek o
nazwie tysabri,
od 5 czerwca 2006 stosowany do leczenia stwardnienia
rozsianego, w kilku przypadkach spowodował uszkodzenie wątroby
po 6 dniach od podania tego leku. Firmy Biogen Idec i Elan
Corporation, które produkują ten lek, wysłały ostrzeżenia do
2500 lekarzy, którzy podają ten lek. W związku z tym
gwałtownie spadły na giełdzie ceny akcji firm Biogen Idec i
Elan Corporation.
Dnia 6 stycznia 2010 Agencja
Prasowa Reuters opublikowała, że 28 pacjentów biorących
tysabri zachorowało na progressive multifocal
leukoencephalopathy (PML) --- wirusową infekcję mózgu, która
zwykle prowadzi do śmierci albo ciężkiej choroby.
Dnia 21 stycznia 2010 Agencja
Prasowa Reuters opublikowała, że liczba przypadków PML
osiągnęła 31 osób i w związku z tym Europejska Agencja
Medyczna zaleca dokonanie poprawek w instrukcjach stosowania
tysabri. Pacjenci przed pobraniem tego leku podpisują
formularze, że są świadomi ryzyka PML. Dnia 12 stycznia 2010
Agencja
Prasowa Reuters opublikowała, że na koniec roku 2009 firma
Biogen sprzedała tysabri za ponad 1 miliard USD, a liczba
chorych na SM, biorących tysabri wzrosła o 30%.
Dnia 21 października 2010 Agencja
Prasowa Reuters podała, że do dnia 1 października 2010
potwierdzono 70 przypadków PML, z tego 14 zmarło, 56 jest
żywych z rozmaitymi objawami niepełnosprawności od
umiarkowanych do ciężkich. Ryzyko PML rośnie ze wzrostem czasu
stosowania. U pacjentów, którzy otrzymali więcej niż 24
zastrzyki Tysabri, częstość PML wyniosła 1.87 na 1 tysiąc
pacjentów. W USA wprowadzono do stosowania pierwszy doustny
lek na SM, Gilenya, który nie jest tak efektywny jak Tysabri,
ale wygodniejszy w stosowaniu.
Na stronie:
http://online.wsj.com/article/BT-CO-20110217-718604.html
The Wall Street Journal podaje, że na dzień 2 lutego 2011
liczba zachorowań na PML wśród chorych biorących tysabri
wzrosła do 95 pacjentów, a 20 osób zmarło.
Dnia
15 lipca 2011 firma Biogen informuje o 12 nowych
zachorowaniach na PML i liczba ich wzrosła do 145, natomiast
liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 29.
Kilka lat temu dr Joanna Woyciechowska na
swoich wykładach dla chorych na SM w Polsce z ironią mówiła,
że nagroda Nobla powinna być przyznana firmom farmaceutycznym
za doskonałą organizację sprzedaży leków, które nie leczą, ale
szkodzą chorym. Na zakończenie chcę poinformować, że moje
książki dawałem do oceny dla naukowców. Cytuję fragmenty ich
opinii:
„... nauka jest ciągiem rodzenia
się i weryfikacji hipotez, a nie zbiorem prawd raz na zawsze
ustalonych ... znajdujemy w tej pracy cenną hipotezę, której
sprawdzenie prowadzi do prawdy, a zatem i do dobra, które bez
prawdy istnieć nie może...” Prof. dr hab. Wojciech
Pasterniak. Wyższa Szkoła Pedagogiczna. Zielona Góra.
„Opisane w książce rezultaty
własnych obserwacji oraz ich teoretyczne, rozumne wyjaśnienie
odkrywa zasadniczo nowe drogi do poznania nie tylko przyczyn
szeregu ciężkich chorób i niepowodzeń w życiu rodzinnym, ale
także do opracowania sposobów ich przewidywania, profilaktyki
i leczenia.” Prof. dr med.
Sergey N. Rumyantsev. Instytut Surowic i Szczepionek.
Sanct-Petersburg, Rosja.
„...Koniecznie zapoznaj się z tą
książeczką...” „...Badania pana Grzeszczuka są
fascynujące i mają ogromną naukową przyszłość...” „...
Dzięki panu Grzeszczukowi rozumiem teraz, dlaczego
wielokrotnie stan moich pacjentów leczonych w domu nie
poprawiał się. Zabrani do szpitala na zupełnie identyczną
kurację zdrowieli wprost w oczach. Taka poprawa może stać
się i Twoim udziałem...” Dr
med. Joanna Woyciechowska, specjalista neurolog. USA.
W tym miejscu chciałbym serdecznie
podziękować naukowcom, którzy mi pomagają:
Tadeuszowi
Dobrosławskiemu (pseudonim) za recenzje moich książek;
cenne uwagi o tych pracach; za zwrócenie mi uwagi na rolę i
znaczenie kompleksów odpornościowych w różnych stanach
chorobowych, a zwłaszcza w procesach demielinizacyjnych, a
szczególnie w stwardnieniu rozsianym (SM); za pomoc w
wykonywaniu badań serologicznych -- dotyczących oznaczania
cech wydzielania (Se) antygenów układu grupowego ABH; za
powściągliwość w ingerowaniu w treść mojej pracy i moich
poglądów.
Profesorowi drowi hab. Wojciechowi
Pasterniakowi za wyjątkowo efektywne wsparcie moralne; za
wykonaną korektę i za odważną inicjatywę przydzielenia swoim
studentom prac magisterskich z tematu biochemicznego
działania ludzi.
Profesorowi drowi n. med. Sergey'owi N.
Rumyantsev'owi za to, że w bardzo trudnych dla mnie chwilach
miał odwagę pozytywnie ocenić rezultaty moich prac i za to,
że do chwili obecnej udziela mi fachowej pomocy i cennych
rad.
Dr med. Joannie Woyciechowskiej za to,
że będąc w Polsce podczas swoich wykładów o stwardnieniu
rozsianym (SM) zachęcała chorych na SM do oddawania mi krwi i
śliny do badań, za to, że nadal wspiera mnie swoją wiedzą i
zachęca do kontynuowania badań i za to, że
w swojej najnowszej książce pisze o haptenologii.
BARDZO
WAŻNE WIADOMOŚCI
W dniu 21 listopada
2009 z internetu dowiedziałem się o doktorze Paolo Zamboni,
który zauważył, że prawie wszyscy chorzy na SM mają
zniekształcone (zwężone) odcinki żył odprowadzających krew z
mózgu. Przywrócenie normalnego przepływu krwi przez żyłę
doprowadza do natychmiastowej poprawy stanu zdrowia. W celu
poprawy odpływu krwi z mózgu, wprowadza się balonik do
zwężonego odcinka żyły. Balonik napełnia się wodą. Balonik
zwiększając swoją objętość rozszerza żyłę. Po rozszerzeniu
żyły i po wyjęciu balonika zostaje przywrócony normalny odpływ
krwi z mózgu. Innym sposobem przywrócenia drożności żyły jest
wprowadzenie do zwężonego odcinka żyły tzw. stentu. Według
Wikipedii, cytuję: <<Stent -
niewielka "sprężynka", najczęściej ze stali 316 LVM
lub stopu chromowo-kobaltowego, umieszczana wewnątrz naczynia
krwionośnego w celu przywrócenia drożności naczynia.
Elastyczność zapewnia specjalna konstrukcja z falistymi
połączeniami zygzakowatych drucików stanowiących właściwe
rusztowanie...>> Do
niedawna stenty były masowo stosowane w kardiologii, do
poprawy przepływu krwi w tętnicach, natomiast na przepływ krwi
w żyłach nie zwracano należytej uwagi. Dopiero od niedawna za
pomocą stentów leczy się chorych na SM. Do roku 2011 na
świecie wykonano ponad dwanaście tysięcy takich zabiegów dla
chorych na SM i uzyskano
dobre rezultaty.
W
Polsce pionierami leczenia SM za pomocą stentów są lekarze
Tomasz Ludyga i Marian Simka.
Moim zdaniem, zniekształcenia
(zwężenia) żył albo uszkodzenia zastawek mogą być powodowane
przez obce hapteny, które po wniknięciu do krwi tworzą
łańcuch zdarzeń niszczących wnętrze organizmu, co może być
przyczyną ponad 150 chorób autoimmuno. Zwężona żyła powoduje
niedokrwienie mózgu. Przywrócenie drożności żyły daje
natychmiastową poprawę zdrowia, ale przyczyna SM nie zostaje
usunięta, bo jeśli po zabiegu przywrócenia drożności żyły
osoba "wyleczona" wróci do swojego środowiska i
nadal będzie wprowadzać do krwi obce hapteny, to może nastąpić
nawrót choroby. Aby zatrzymać postępy choroby należy unikać
haptenów, które są przyczyną choroby.
BARDZO
WAŻNA WIADOMOŚĆ
O
SZKODLIWOŚCI szczepień --- IMMUNIZACJI
Z
chorymi na SM dyskutowałem o przyczynie tej choroby. Jeden z
dyskutantów, pseudonim Blackie, w dniu 09 września 2008, 3:18
pm napisał
na forum dyskusyjnym, że dawniej był zdrowy, ale co roku
szczepił się przeciw grypie. Cytuję:
<<...Co
roku organizm dawał mi sygnały, abym nie przesadzał. Ja te
ostrzeżenia ignorowałem. W końcu, pewnego pięknego dnia
organizm powiedział: dość! Teraz dopiero rozumiem sygnały,
które wysyłał organizm. Czyli --- jak to z Polakami bywa ---
jestem mądry po szkodzie. Możliwość takiego rozwoju wypadków
potwierdzili wszyscy lekarze, z którymi miałem do czynienia.
Jednocześnie poznałem też kilka innych osób poszkodowanych
przez coroczne szczepienia. Stwardnienie rozsiane nie jest
najgorszą chorobą wywołaną przez szczepienia przeciw
grypie...>>
Powyższa
wypowiedź świadczy, że wielokrotne
szczepienia przeciw grypie mogły spowodować silną immunizację
--- rozregulowały układ
odpornościowy. IMMUNIZACJA jest to ETAP PIERWSZY do choroby
haptenowej.
Od
kilku miesięcy codziennie dowiaduję
się z internetu, że szczepionki
zawierają toksyczne substancje. Z
tego powodu w USA i wielu innych krajach trwają protesty
lekarzy, którzy są przeciwni obowiązkowym szczepieniom przeciw
grypie. Grypie można skutecznie zapobiegać przez utrzymanie
wysokiego poziomu witaminy D, którą za darmo można otrzymać
wystawiając swoje ciało na działanie promieni słonecznych.
Publikowane są wystąpienia naukowców, którzy dowodzą, że
szczepienia
przeciw grypie i szczepienia przeciw wielu innym chorobom są
nieskuteczne i szkodliwe dla zdrowia.
Niedawno
dowiedziałem się z internetu, że w Polsce profesor
Dorota Majewska w
wywiadzie dla tygodnika "Polityka" wskazała na
wielką
szkodliwość nadmiernej ilości obowiązkowych szczepień, które
rozregulowują układ odpornościowy, powodują autyzm u dzieci,
wiele rozmaitych chorób autoimmuno oraz zgony po szczepieniu.
Wypowiedź
prof. Majewskiej spotkała się ze zdecydowanym
protestem zwolenników masowych szczepień. Prof.
Majewska ma wielką wiedzę z tego tematu, spokojnie odpiera
ataki swoich przeciwników. Podaję 3 linki do wypowiedzi prof.
Doroty Majewskiej: link
1, link
2, link
3. Ponadto załączam link
do jej strony internetowej oraz
link
do jej 50 publikacji w tyg. "Polityka" oraz
link do
jej naukowych publikacji.
W tym miejscu dla prof. Doroty Majewskiej chcę wyrazić mój
wielki szacunek i podziękowanie za jej badania szczepionek
jako przyczyny autyzmu, wielu innych chorób, i za odwagę w
głoszeniu swoich poglądów.
|